h1

koniec świata

24 listopad 2009

Ostatnio dużo się mówi o końcu świata. Niektórzy prognozują, że nastąpi on już niebawem bo za trzy lata, w 2012 roku. Tak ponoć wskazuje kalendarz majów. Wielbiciele Nosteradamusa, sybilli i innych bardziej współczesnych proroków wmawiają nam, że żyjemy w czasach ostatecznych. W dokładnym datowaniu specjalizują się jednak również świadkowie Jehowy. Powołują się przy okazji na różne znaki i symbole zawarte w starotestamentalnych proroctwach i Apokalipsie. Jak zatem jest naprawdę? Czy my – chrześcijanie, nie powinniśmy również zająć się sprawą przewidywania końca. Przecież mamy odpowiednio przygotować sami siebie i innych na powtórne przyjście Pana.
Ostatnie dni roku liturgicznego zwracają szczególną uwagę na czasy ostateczne. Czytania podczas Eucharystii, w Liturgii Godzin oraz modlitwy uzmysławiają nam, że Pan przyjdzie powtórnie w chwale i że nastąpi to niebawem.
Do podjęcia tego tematu zachęciły mnie nie tylko czytania i podejmowany ostatnio z wielką lubością temat 2012 roku. Splot różnych wydarzeń miał wpływ na wybór tematu. Wyżej wspomniane powody, dzisiejsze wspomnienie męczenników wietnamskich (24 listopada) oraz moja polemika z Antyfeministem przy ostatnim moim wpisie pt. „nowy nagłówek”.
Jeżeli bowiem termin „świat” potraktujemy tak, jak go rozumie w swojej Ewangelii św. Jan to ów koniec świata nabiera zupełnie innego znaczenia. Koniec świata będzie wtedy oznaczał koniec obecnego porządku, koniec świata bez Boga, koniec cywilizacji śmierci, koniec antychrysta, koniec wojen, nienawiści, głodu i strachu. Jeśli tak spojrzymy na koniec świata wtedy rzeczywiście chce się na niego czekać i wołać za świętymi: „Przyjdź Panie Jezu!” Wtedy wyczekiwanie końca świata jest pełne nadziei i optymizmu.
Cóż dramatycznego zatem w tym oczekiwaniu i co z owymi znakami, które napawają lękiem? Koniec obecnego porządku nie nastąpi bez bólu, łez i strachu. Czy łatwo nam zrezygnować z przemocy jeśli jest ona jednym z najskuteczniejszych sposobów w osiągnięciu własnych celów? Czy bez trudu przebiega nasze, osobiste nawrócenie? Ile zatem bólu spowodować musi nawrócenie świata… Odwrócenie się od tego co łatwiejsze ku temu, co bardziej wymagające zawsze jest związane z ofiarą. Stąd dramatyzm i cierpienie. Pytanie, kto ma ponieść ową ofiarę? Czy świat potrafi sam, bez przykładu, bez świadectwa pójść w stronę nawrócenia? Jak dostrzec wartość tego, co trudniejsze, gdy nikt nam tego nie pokaże? Sam Chrystus umierając na krzyżu za świat, wskazał którędy droga do nawrócenia – przez Krew.


Cały „sukces” chrześcijaństwa, w pierwszych wiekach naszej ery, wziął się moim zdaniem z wytrwałości pierwszych wyznawców Jezusa, którzy udowodnili, że można pokojem, miłością i przebaczeniem zwyciężyć wojnę, nienawiść i zło. Bez broni pokonali uzbrojone od stóp do głów imperium rzymskie. Bez demonstracji i

walecznych okrzyków zwyciężyli pogaństwo. Inni patrząc na pełnych radości, pożeranych przez dzikie zwierzęta chrześcijan postanawiali ich naśladować. Chrześcijanie stali się solą ziemi przez to, że byli solą w oku tego świata. Zwycięstwo przyszło przez krzyż, ale krzyż, który był znakiem ofiary, oddania, pokoju… Późniejsze wyczyny chrześcijan, którzy zaczęli mieczem wprowadzać wiarę przyczyniły się tylko do erozji wiary i wypaczeń, których konsekwencje trwają do dziś. Zawsze, gdy wrogowie krzyża sięgają po przemoc wtedy zaczyna się „koniec świata”. Gorzej, gdy chrześcijanie w obronie krzyża również chwytają się przemocy. Wtedy krew leje się z obu stron i wygrywa świat. Używanie przemocy jest znakiem bezsilności, braku argumentów. Niestety jeśli wierzący w Chrystusa chcą walczyć za krzyż przelewając ludzką krew, zapominają że Chrystus umarł na krzyżu, aby dać życie wszystkim a nie go pozbawić. I wtedy możemy mieć do czynienia z końcem „naszego świata” – chrześcijańskiego. Świat (w janowym rozumieniu) zagnieżdża się coraz bardziej w sercach chrześcijan, którzy nie widzą już nadziei w miłości, pokoju i przebaczeniu, lecz w wojnie, niezgodzie i przemocy. Czy Syn Człowieczy, gdy przyjdzie, znajdzie wiarę w potęgę miłości i przebaczenia?

h1

nowy nagłówek

18 listopad 2009

oko Horusa

Znów zmieniłem nagłówek. Trzeba urozmaicać… Tym razem w centrum nagłówka “oko horusa”. Cóż to takiego? Ano – Oko Horusa (inne określenia: “oko udżat”, “oko księżycowe”) – w mitologii staroegipskiej symbol odrodzenia i powracania do zdrowia. Oczami Horusa były Słońce i Księżyc. Prawe oko to Słońce, a lewe to Księżyc. Lewe oko bóg stracił podczas walk z Setem (trwających 80 lat), ale potem dzięki magicznym zabiegom Thota je odzyskał. Oko ofiarował swojemu ojcu Ozyrysowi, zabitemu przez Setha i panującemu w Krainie Umarłych. Za pomocą części ciała Horusa Egipcjanie zapisywali ułamki. Oko Horusa zwane również jako oko Udżat, chroniło ludzi i bogów przed niebezpieczeństwami. Myślę, że pasuje do zamiarów autora niniejszego bloga oraz jego pragnień i priorytetów. Symbol odrodzenia i powracania do zdrowia… Oby!

h1

nowa strona

18 listopad 2009

Matka i Królowa Przenajdroższej Krwi

Jeśli kogoś to interesuje to powstał na wordpressie nowy blog, który w całości poświęcony jest trwającej od prawie trzech lat peregrynacji obrazu Matki i Królowej Przenajdroższej Krwi. Peregrynację tą zainicjowaliśmy ze Wspólnotą Krwi Chrystusa w Tarnobrzegu, wiosną 2007 roku. Teraz żyje już ona własnym życiem. Postanowiliśmy podzielić się z Wami tym, co podczas tej peregrynacji było dla nas ważne. Chcieliśmy też aby ta strona była źródłem informacji na temat nawiedzenia oraz miejscem, gdzie można znaleźć jakieś teksty formacyjne na pogłębienie. Zapraszam zatem na www.peregrynacja.wordpress.com

h1

moja nowa szkoła

18 listopad 2009

W każdą środę mam tzw. dyżur kapelański w szkole, w której aktualnie pracuję. Już gdzieś, we wcześniejszych postach pisałem na czym polega moja praca. Dzisiaj wybrałem się trochę wcześniej do szkoły ponieważ ze względu na ładną pogodę nadarzyła się dogodna sytuacja żeby zrobić kilka zdjęć mojego, nowego miejsca pracy. Zamieszczam zatem poniżej kilka zdjęć, które dzisiaj własnoręcznie wykonałem. Zespół Szkół (podstawówka i gimnazjum) Sióstr Imienia Jezus w Warszawie.

widok całości od ulicy Marymonckiej


główny budynek szkoły


jeszcze raz główny budynek, tym razem od tyłu


klasztor Sióstr Imienia Jezus, tuż obok szkoły. Na końcu szkolna kaplica


fragment nowo wybudowanej sali gimnastycznej przy szkole


ostatnie zdjęcie z auli wewnątrz nowego budynku szkoły


Jak Wam się podoba “moja” nowa szkoła?

h1

zgorszenie krzyża…?

17 listopad 2009

Zapewne niektórzy po przeczytaniu tego wpisu oburzą się strasznie podobnie jak w przypadku usuniętego przeze mnie z tego bloga wpisu na temat peregrynacji obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej po diecezji sandomierskiej. Ale cóż „do odważnych świat należy…”
Jestem zgorszony tym, co dzieje się w Stalowej Woli. Tak, zgorszony i oburzony. Straszne jest to, co się tam dzieje w związku z krzyżem, który postawiono na osiedlu, w miejscu, gdzie miał stać kościół. Tam jest profanowany znak naszego zbawienia. Jednak nie jest on profanowany przez ludzi, którzy po nim malują lub co jakiś czas go niszczą. Nie przez nich. Winni są ci, którzy go tam postawili. Oni są powodem zgorszenia i winni profanacji.
Przypominam sobie ołtarz papieski przygotowany bodajże w Drohiczynie, podczas jednej z pielgrzymek Jana Pawła II do Polski. W centrum był krzyż podzielony na pół a Chrystus na nim wiszący swoimi ramionami spajał dwie, rozdarte połowy krzyża. Miało to symbolizować próbę łączenia tego, co rozdarte w Kościele. Wprost odnosił się ten symbol do Kościoła Zachodniego (rzymsko-katolickiego) i Kościoła Wschodniego (cerkwi prawosławnej). Dzisiaj zastosowałbym ten obraz jako naukę dla tych, którzy przyczynili się do postawienia krzyża w Stalowej Woli. Doprowadzili do podziałów i napięć wiedząc o tym, że one nastąpią. Moim zdaniem hierarchowie, którzy maczali w tym palce dokonali tej profanacji z premedytacją. I niestety muszę powiedzieć, że nie jest to pierwsze zgorszenie, do którego doprowadzili. To jest ich sposób działania. Na nieszczęście cała ta sytuacja rozgrywa się w czasie owych anty-chrześcijańskich postanowień trybunału europejskiego. Na nieszczęście, bo teraz walka przeciwko usunięciu krzyża w Stalowej Woli została zideologizowana. Dziwię się tylko, że nowy ordynariusz diecezji, którego uważałem za człowieka mądrego napisał ten dziwny list otwarty, biorąc tym samym część odpowiedzialności na siebie. No cóż… Taka jego wola. Pamiętacie, że kto mieczem wojuje ten od miecza ginie. Tutaj wojuje się krzyżem… Jakie będą tego konsekwencje? Wolę nie prorokować.
Zagubiliśmy całkowicie prawdziwe znaczenie krzyża w chrześcijaństwie. Uczyniliśmy z niego kolejną barykadę, na którą wychodzimy i wykrzykujemy obraźliwe teksty wobec tych, którzy nas atakują. Mamy krzyż na ustach, ale już dawno nie ma go w naszych sercach. To tak, jak ze stawianiem pomników Janowi Pawłowi. Nic nie wiemy z jego nauczania. Co jakiś czas rzucamy hasłami, które wszyscy znają na pamięć, typu: „niech zstąpi Duch Twój…” albo „każdy ma swoje Westerplatte…” Uważamy, że pielęgnujemy w ten sposób myśl papieską. Sralis mazgalis!!! Wkurza mnie to!!! Wycieramy sobie gębę papieżem i co gorsza krzyżem. Hańba!

h1

rekord

11 listopad 2009

rekordWczoraj na naszego bloga oczekop.wordpress.pl zajrzało ponad 300 osób. To jak narazie rekord. Szkoda, że nie przekłada się to na komentarze. Największą popularnością cieszył się temat o rekolekcjach dla mężczyzn (ponad 50 “zajść” :-) ). I znów nie przekłada się to na zapisy. Odwagi ludzie! Ten blog to nie miejsce “skała”, to miejsce “droga”. Podobnie ma być z tymi rekolekcjami. Czy ja wiem, co zrobić aby być prawdziwym mężczyznom? Raczej nie. Spróbujemy się wzajemnie popytać. Już samo zadawanie pytań uczy. Uczmy się wspólnie. Jak mówił któryś z bohaterów filmu “Alternatywy 4″ – w kupie cieplej…

h1

rekolekcje dla mężczyzn

10 listopad 2009

prawdziwyMam pewien pomysł. Przyszedł mi on do głowy po rozmowie z furtianem naszego klasztoru, panem Januszem. Pomysł został pogłębiony po przeczytaniu artykułu w pewnym czasopiśmie na temat “liderowania”. Otóż zauważam, że bardzo niewielu mężczyzn włącza się aktywnie w życie Kościoła. Chyba Wy też to widzicie. Kobiety są przeważającą częścią wszystkich wspólnot kościelnych. Pytanie dlaczego? Wydaje mi się, że do mężczyzn jest o wiele trudniej dotrzeć i dosyć szybko się zniechęcają. Księża zatem unikają trwałych kontaktów z facetami. Wow! Ale to zabrzmiało… Chodziło mi o formację stałą dla mężczyzn. Ogólnie rzecz biorąc z formacją, w Kościele jest problem. Jednak myślę, że nie powiedzieliśmy w tej dziedzinie ostatniego słowa. Uważam, że jak najbardziej kobiety są piękną i ważną częścią Kościoła, ale nigdy nie zastąpią facetów. I dlatego też proponuję

  • REKOLEKCJE DLA MĘŻCZYZN
  • Rekolekcje, które nie będą tylko “pobożną paplaniną”, ale wskażą na konkrety. Rekolekcje podczas, których spróbujemy powalczyć o naszą męskość. Rekolekcje oparte na Słowie Bożym i życiowym doświadczeniu. Rekolekcje o tym, jak stać się porawdziwym mężczyzną, nie tylko dla siebie i dla kobiet, ale szczególnie dla Pana Boga.
    Czas nagli. Myślę, że możnaby zrobić takie rekolekcje jeszcze w tym roku, przed Świętami Bożego Narodzenia. Miejsce? Może być Ożarów Mazowiecki, bądź Rawa Mazowiecka. Co Wy na to? Roześlijcie wici na ten temat. Wiem, że kilku facetów czyta mojego bloga więc propozycja jest też dla nich. Daję czas do końca listopada abyście się namyśleli w tej sprawie. Jeśli ktoś chciałby wziąć udział w takich rekolekcjach niech wpisze się w komentarzach, albo napisze na mój adres: norbertoczkowskiop@wp.pl

    Jeszcze nowa myśl. Możnaby zrobić te rekolekcje w Wysokiej koło Jordanowa. Mam tam znajomego, który jest właścicielem renesansowego dworu murowanego. Jest bardzo gościnny i napewno nas przyjmie. Jest miejsc dla około 20 osób. Byłoby super gdyż klimat dworu jest wspaniały, gotowalibyśmy sobie sami, co jest dodatkową częścią rekolekcyjnych atrakcji; ogrzewa się tam drewnem w piecach więc rąbanie drewna itd.; wokoło piękny “zwierzyniec” na męskie spacery a niedaleko góry, po których można jak najbardziej łazić. Co Wy na to? Zajrzyjcie na stronę dworu, znajdziecie zdjęcia i wszystko o tym miejscu.

    http://www.lutnia.pl/index.htm

    dwór

    Jeszcze koszt – w granicach min. 200 do max. 300 zł (5 dni, nocleg i wyżywienie)

    h1

    nowa Pomoc

    9 listopad 2009

    żyćPolecam bardzo gorąco nowość w Wydawnictwie Misjonarzy Krwi Chrystusa „Pomoc”. Jest to doskonała lektura przygotowana przez Misjonarzy Krwi Chrystusa – zawiera wyznaczone przez liturgię Kościoła fragmenty Ewangelii i rozważania do nich na każdy dzień 2010 roku. Może ona służyć jako pomoc w codziennej, osobistej modlitwie Słowem Bożym. Może też być pięknym prezentem, zachęcającym kogoś innego do podjęcia pogłębionej modlitwy w obecności Pana.
    Nie jest to zamknięty zbiór gotowych odpowiedzi, ale jedynie próba codziennych zamyśleń nad Słowami Boga. Są to słowa natchnione, w których zawarte jest przesłanie, osobiście dla każdego z nas. Książka ta ma pomagać w życiu Ewangelią dzień po dniu. Sprawdź i kup na stronie wydawnictwa:

    http://wydawnictwo.cpps.pl/produkt/pokaz/201/zyc-ewangelia—codzienna-ewangelia-z-rozwazaniami-2010.html

    h1

    rekolekcje klasztorne na Freta

    9 listopad 2009

    o LudwikWczoraj wieczorem (8 XI) rozpoczęliśmy w warszawskim klasztorze, na ul. Freta, wewnętrzne rekolekcje. Prowadzi je w tym roku znany lubelski duszpasterz akademicki – o. Ludwik Wiśniewski OP. Na początku Ojciec rekolekcjonista stwierdził, że aby przyjąć rekolekcje dla własnych braci i to dominikanów to trzeba być albo bardzo odważnym, albo szalonym… Coś w tym jest. Ponoć bowiem najtrudniej nawrócić księży i zakonnice. W związku z rekolekcjami mamy w klasztorze o wiele mniej zajęć, obowiązuje nas milczenie, nie oglądamy TV, podczas posiłków czytamy list Generała do Zakonu, słuchamy dwóch konferencji o. Ludwika dziennie, adorujemy Najświętszy Sakrament i staramy się w celach spotykać z Panem Jezusem. Proszę Was zatem o modlitwę w intencji wszystkich braci z mojego klasztoru. Oby Pan nawrócił nas do siebie w tym czasie. Dzięki wielkie!

    h1

    spotkanie z Arkonią

    9 listopad 2009


    sztandaryW ostatnią sobotę (7 XI) ojciec przeor wyznaczył mi Eucharystię dla Korporacji Akademickiej “Arkonia”. Zapewne zapytacie cóż to takiego? Proponuję odwiedziny strony www.arkonia.pl
    Muszę przyznać, że jak zwykle zostałem przez Pana Boga zaskoczony. Na początku bowiem nie wiedziałem wogóle co to ma być za Msza. Później okazało się, że godzina o której miała rozpocząć się Msza, a o której poinformował mnie przeor nie zgadza się z realną. Dwie godziny wcześniej wyrwano mnie z celi bo ludzie już czekają w kościele. Musiałem iść bez przygotowanego kazania. Już idąc mówiłem sobie w sercu: “tylko spokojnie przecież sprzyja Ci Duch Święty…” Nie do końca sam temu dowierzałem. Ale poszedłem. Później okazało się na dodatek, że nie ma organisty. Okazało się jednak, że wszystko się udało. Ba, nawet niektórzy spośród zgromadzonych twierdzili, że kazanie idealnie pasowało do tego, o czym niektórzy spośród nich wcześniej dyskutowali. No to w sumie – Pan działa. Zaproszono mnie później do “Enoteki” na ul. Długiej, na spotkanie przy winie. Poznałem tam ciekawych i wartościowych ludzi. Może coś z tego wyniknie ciekawego. I w ten oto sposób Pan Bóg po raz kolejny w moim życiu pokazał mi, że warto wyjść w nieznane

    FIL_0147