
z Tatr chyba nici…
8 Luty 2010
wracam do domu…
28 Styczeń 2010Wiem, że czekałeś aż powiem “TAK”…
Chcę razem z Tobą zakończyć ten dzień.
Oddam Ci więcej niż będziesz chciał.
Jeszcze razem będziemy się śmiać z tego co było.
Z grzechów i kłamstw…
Warto próbować, pomimo ran…
Zacząć od nowa…
Tylko proszę nie zostawiaj mnie tak…

konkurencja…?
17 Styczeń 2010Na portalu onet.pl znalazłem taką informację
http://portalwiedzy.onet.pl/4868,11122,1594276,1,czasopisma.html
“Konkurencja dla Pana Boga
Grupa biologów zamierza na nowo wynaleźć życie. Do stworzenia nowych organizmów jako budulec wykorzystuje geny zwierząt, roślin i bakterii. Przedsięwzięcie to budzi wiele obaw – czy człowiek nie poważa się na zbyt wiele, próbując zastąpić Stwórcę?”
…………………………………………………..
No fajnie, tylko problem w tym,
że Pan Bóg stworzył świat
EX NIHILO,
czyli z niczego.
Jakaż to więc konkurencja?

tęsknota za górami
16 Styczeń 2010Mam takie chwile, że otwieram rano okno i nagle czuję zapach Tatr… To niesamowite. Przez chwilę wydaje mi się, że tam jestem. Zamykam oczy i głęboko wdycham mroźne powietrze. Widzę Rusinową Polanę, widzę Pięć Stawów, widzę Wielką Kopę, Dolinę Kościeliska… Achchch… Ale Kochani – przeor się zgodził i jadę na urlop. 8 lutego wyjeżdżam a wracam 14. Gdzie jadę? No zgadnijcie. Oczywiście w Tatry. Konkretnie? Nie powiem bo chcę być tylko ja i one… góry, śnieg, mróz… Już tym żyję. Będę chodził ile mi sił wystarczy. Tymczasem kilka zdjęć z moich zimowych wypraw z zeszłych lat. Zazdrośćcie!

zbyt wiele miłości cię zabije
13 Styczeń 2010Piękna i prawdziwa. Posłuchajcie i przeczytajcie słowa.
Jestem już jedynie kawałkiem człowieka, którym niegdyś byłem.
Zbyt wiele gorzkich łez spływa po mnie.
Jestem z dala od domu i samotnie stawiam czoła temu wszystkiemu.
O wiele za długo.
Czuje się tak, jakby nikt nie wyjawił mi prawdy
o dorastaniu i o tym, jaka to będzie walka.
Mając mętlik w głowie wciąż oglądam się za siebie,
aby sprawdzić gdzie popełniłem błąd.
Zbyt wiele miłości zabije cię, jeśli nie potrafisz się zdecydować.
Jesteś rozdarty pomiędzy kochanką, a miłością, którą zostawiłeś…
Jesteś skazany na klęskę, ponieważ nigdy nie patrzyłeś na znaki.
Zbyt wiele miłości zabije cię za każdym razem.
Jestem już jedynie cieniem człowieka,
którym niegdyś byłem i wygląda na to,
że nie ma już dla mnie odwrotu.
Kiedyś przynosiłem wam radość, teraz jedynie was przygnębiam.
A gdybyś Ty był na moim miejscu?
Nie widzisz, że nie ma wyboru… Nie!
To wszystko nie ma sensu, jakkolwiek postąpię,
jestem skazany na klęskę.
Zbyt wiele miłości zabije cię, nic bardziej pewnego!
Wyczerpie z ciebie całą energię, sprawi że będziesz błagał,
wrzeszczał i czołgał się, a ból doprowadzi cię do szału,
jesteś ofiarą swojej własnej zbrodni!
Zbyt wiele miłości zabije cię za każdym razem!
Zbyt wiele miłości zabije cię, obróci twoje życie w kłamstwo.
O tak! Zbyt wiele miłości zabije cię i nie zrozumiesz dlaczego.
Oddałbyś życie, sprzedałbyś dusze, ale po raz kolejny…
Zbyt wiele miłości w końcu cię zabije…

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy
12 Styczeń 2010
zło, dobrem zwyciężać
10 Styczeń 2010Nie wiem dlaczego, ale coraz częściej spotykam chrześcijan, którzy w swoim życiu duchowym przejawiają skłonności, które zwykłem nazywać „duchowością inspektora Gadżeta”. Nie wiem, czy wszyscy kojarzą tą bajkę… Zamieszczam pod spodem intro owej bajki.
Otóż wydaje mi się, że zapominamy, jakie mamy zadanie w tym świecie. My tzn. chrześcijanie. Wydaje się nam, że powinniśmy wspinać się coraz wyżej na drabinie doskonałości, albo być taką ostoją emocjonalności dla absolutnie zracjonalizowanego świata. I znów, podobnie jak w moim ostatnim wpisie pojawia się pan Krzysztof Ziemiec. Już zapewne nie z jego winy wywiad, w którym opowiada o swojej wierze zatytułowano „Prezenter z emocjami”. Ale o co chodzi…? Święty Ireneusz mówiąc o tym, że dusza w ciele jest tym, czym powinni być dla świata chrześcijanie, nie miał raczej na myśli emocjonalności. Co to znaczy, że zgodnie ze słowami Jezusa mamy być
„solą ziemi i światłem świata”? Zdaje mi się, że chodzi o stosunek do dobra. Postanowienie po dobrze odbytej spowiedzi sprowadza się do stwierdzenia „nie będę kłamał, nie będę popełniał nieczystości, nie będę bluźnił itd.” A ja się pytam, w jaki sposób chcesz to osiągnąć? Czy da się uprawiać ogród tylko wyrywając chwasty? Może należałoby zasiewać coś nowego, pielęgnować dotychczasowo pięknie rosnące kwiaty? Zastanawiają mnie słowa Jezusa, gdy mówi o kąkolu i pszenicy: „pozwólcie obojgu rosnąc razem, aż do żniwa”. Oczywiście, że trzeba walczyć ze złem. Ale przez to, że staramy się czynić dobro. Święty Paweł powiedział, abyśmy zawsze „zło dobrem zwyciężali”. Jak to się ma do tego naszego nieustannego tropienia i tępienia zła. Żeśmy się na tym złu dali zafiksować. A co z dobrem? W augustiańskiej koncepcji zło nie istnieje. Jest jedynie brakiem dobra.
Jeśli tak, to uganiamy się za wiatrakami, tacy Don Kichoci, czyli idioci, których można zaakceptować, a nawet od czasu do czasu pożyteczni… Nie chcę być Don Kichotem. Jestem chrześcijaninem! Wierzę w Chrystusa Jezusa! Zawsze podoba mi się ten okrzyk bojowy po chrzcielnym wyznaniu wiary: „taka jest nasza wiara! Taka jest wiara Kościoła, której wyznawanie jest naszą chlubą, w Chrystusie Jezusie, Panu naszym! Amen!” Brakuje mi tego okrzyku. Bóg dał nam niezwykły dar. Jest nim wolność. Możemy robić co zechcemy. Możemy nawet odmówić Bogu… Ale przede wszystkim możemy przeciwstawić się złu w nas gdy zaczniemy z premedytacją, zapierając się samych siebie, czynić dobro. Jest to ważne nie tylko dlatego, że czynimy przyjemność bliźnim. Szczególnie dlatego, że umacniamy naszą wolę i w ten sposób inwestujemy w naszą dojrzałość. Ta inwestycja zwróci nam się sama właśnie w walce ze złem. Jest to oczywiście ryzykowne. Zło lekceważone w ten sposób zechce się zapewne na nas mścić. Ale jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?

objawienie Jezusa
10 Styczeń 2010Cztery dni temu odprawiałem o 12:00 Mszę Świętą z okazji Święta Trzech Króli. Godzinę przed Mszą dowiedziałem się, że przyjedzie telewizja Polsat, żeby coś sfilmować. Powiedziano mi również, że chcą abym przed kamerą powiedział kilka słów o historii i znaczeniu święta. Zgodziłem się. Kiedy stanąłem przed kamerą i powiedziałem to, na co byłem przygotowany pani redaktor zadała pytanie dodatkowe. Dotyczyło ono mojego stosunku do toczącej się debaty na temat ustawowo wolnego dnia w Uroczystość Objawienia Pańskiego. I co teraz powiedzieć? Jak nie wejść w polityczne meandry? Mam oczywiście swoje zdanie w tej sprawie (chyba nie do końca zgodne z oficjalną linią hierarchii polskiego Kościoła), ale przecież występuję w habicie przed tysiącami, jeśli nie setkami tysięcy ludzi. Co powiedzieć? Pani redaktor chcąc mi pomóc w odpowiedzi podsunęła myśl, że zapewne dzień wolny od pracy pogłębi znaczenie i wymowę Uroczystości. Trudno było z panią redaktor się nie zgodzić. Wpadłem jednak na pomysł, jak wybrnąć z tej sytuacji i przy okazji przemycić w publicznych mediach jakąś ważną treść. Otóż powiedziałem, że jedynie pogłębienie osobistej relacji z Jezusem i uczynienie Go swoim Panem i Zbawicielem może pogłębić znaczenie i wymowę Święta Trzech Króli.
I wtedy, dla mnie samego, urzeczywistniło się Święto epifanii!
Czytałem też dzisiaj na portalu Interia wywiad z panem Krzysztofem Ziemcem, zatytułowany „Wiara pomogła mi wrócić”. To piękne, że coś pomogło panu Krzysztofowi walczyć i po długiej rehabilitacji wrócić na antenę TVP. Jednak wolałbym gdyby pomógł panu Krzysztofowi Jezus. To znaczy, panu Ziemcowi pomógł Jezus tylko o Nim się tak oficjalnie nie mówi. Szczególnie w mediach… To należy jakby do grzeczności. Ciekawy jestem, swoją drogą, czy Polsat wyemitował moją wypowiedź o uznaniu Jezusa za swojego Pana i Zbawiciela, czy też ją wyciął. Ktoś z Was oglądał może ten wywiad w Wydarzeniach Polsatu. Ja niestety nie. Oczywiście czepiam się, jak zwykle. Nie mam pretensji, ani do mediów, ani do pana Krzysztofa. Rozumiem, że nie jest łatwo złożyć taką deklarację w TV, przed kamerami. Tym bardziej, że jak twierdzi wielu – wiara jest osobistą sprawą każdego człowieka. To prawda, zgadzam się w stu procentach. Jeśli ja nie zawalczę o nią nikt inny tego za mnie nie zrobi. W tym sensie jest indywidualną sprawą. Jeśli więc ją zaprzepaściłem mogę narzekać tylko na siebie. Ot co… Ku dojrzałości chrześcijańskiej zmierza się całe życie, ale prawdziwa droga pod górkę (chociaż jednocześnie z pięknymi widokami) zaczyna się od objawienia. Jedyny Pan – Jezus Chrystus, objawia się moim oczom, nie jako zbiór poglądów, wiara albo tradycja ojców. Ukazuje mi się w „ludzkiej postaci”, tzn. uosabia się, specjalnie dla mnie. Zaczyna żyć. Już nie mówię „pomaga mi wiara”, mówię „pomaga mi Jezus”. To dla wielu takie oczywiste, przepraszam, że o takich rzeczach piszę. Myślę jednak, że brakuje nam dzisiaj takiego wzajemnego objawiania wobec siebie Jezusa.
I na koniec. Dziękuję tym ludziom, którzy mówią do mnie o Jezusie, o Jego działaniu w ich życiu. To bardzo dla mnie ważne. Dzięki temu wiem, że On żyje w nich. Nawet jeśli we mnie na chwilę (mam nadzieję…) obumarł, to chociaż w nich żyje. Mówcie mi o tym, proszę!
Ps. żeby nie było, że jestem nieczuły i krytykuję pana Krzysztofa. Cenię go i szanuję za to, co zrobił. Umieszczam linki można poczytać:

Sound of Melodies / LEELAND
9 Styczeń 2010Już jakiś czas temu chciałem umieścić tutaj piękną piosenkę amerykańskiej grupy “Leeland”. Niestety nie mogłem znaleźć teledysku. Postanowiłem zamieścić zatem samą muzyczkę. Mam nadzieję, że zaakceptujecie. Jak klikniecie na link pod spodem znajdziecie teledysk…
http://www.dailymotion.pl/video/x45p66_leeland-sound-of-melodies_music













