Napisane przez: Norbert Oczkowski | 1 lipiec 2009

Michael Jackson

284578
KU PRZESTRODZE – KU PAMIĘCI
Nigdy jakoś szczególnie nie pasjonowałem się twórczością Michaela Jacksona. Pamiętam jedynie, że jako dzieciak i tzw. dorastająca młodzież słuchałem z kolegami jego piosenek i tańczyło się niektóre na dyskotekach. Później cała ta fala oskarżeń o pedofilię skierowana przeciwko niemu i obserwowanie jak tragicznie zmieniał się jego wygląd, raczej mnie do niego zniechęciło. Teraz, od kilku dni z jakąś niewiarygodną siłą i natarczywością przychodzą mi ciągle do głowy myśli na jego temat. Zapewne ciągłe mówienie i pisanie w różnych mediach na jego temat to sprawiło. Jednak wczoraj wieczorem zacząłem się ostro modlić za niego. Jakby mnie coś (a raczej Ktoś) do tego ponaglało. Patrząc na jego życie muszę przyznać, że zniszczyło go chyba to, co grozi każdemu z nas – chęć zmieniania siebie, na własną rękę, na własny rachunek i bez niczyjej pomocy. Taki trochę zakamuflowany egoizm. Myślę, że Pan Bóg daje nam czasem takie wyraziste przykłady, aby nas ostrzec. Przecież facet był utalentowany, przystojny, inteligentny itd. Ale koniecznie chciał coś w sobie zmieniać. Ogólnie to dobry kierunek. Tylko zaczął zmieniać nie to, co trzeba. Przy okazji wszystkie pokusy świata: sex, władza i pieniądze… Mieszanka wybuchowa. Straszne, co się z nim stało. Niech jego życie będzie dla nas przestrogą i módlmy się za niego.

Napisane przez: Norbert Oczkowski | 30 czerwiec 2009

Warszawa da się lubić

75_1

  • WARSZAWA

  • Od pięciu dni mieszkam w naszym dominikańskim klasztorze w Warszawie, na ulicy Freta 10. Trudno będzie się pewnie przestawić z pracy w małym, prowincjonalnym miasteczku na stolicę z jej wielkopańskim przydechem. Już czuję to trochę w konfesjonale. Z jednej strony więcej ludzi zaangażowanych w Kościół (chociażby kilka, pięknie śpiewających schól) z drugiej zaś więcej pokręconych ludzkich historii; więcej działalności duszpasterskiej i społecznej, oraz więcej psychologizowania… Mam nadzieję, że uda mi się wypośrodkować i pogodzić w swojej pracy te skrajności. Oby! Proszę Was o modlitwę.

    Napisane przez: Norbert Oczkowski | 30 czerwiec 2009

    cóż to jest prawda…?

    prawdaDo rozpoczęcia tego wątku skłonił mnie fakt, że zdarza mi się co jakiś czas spotkać ludzi, którzy są przekonani w stu procentach o błędach innych oraz o własnej nieskazitelności. To znaczy… do utwierdzenia się w przekonaniu o słabościach ludzi, którzy mnie otaczają nie potrzeba ani zbyt wielkiej inteligencji, ani przenikliwości. Wystarczy obserwować. Nieco trudniej jest odnaleźć własne wady i choroby. Paradoksalnie do tego drugiego mamy łatwiejszy dostęp a okazuje się, że odkryć to jest o wiele trudniej. Zapewne sam tutaj ideałem nie jestem, lecz zawsze gdy ktoś o coś mnie posądza, nawet wtedy gdy takie zarzuty brzmią absurdalnie, coś ściska mnie w żołądku i zaczynam się zastanawiać – a może jest w tym coś prawdziwego…? Jakoś, mimo regularnego spowiadania się, robienia sobie co wieczór rachunku sumienia, nie czuje się konfortowo, gdy ktoś mnie oskarża. W pierwszej chwili czasem “staję okoniem”, lecz z dystansu zaczynam się zastanawiać. Spotykam jednak ludzi (w różnych miejscach), którzy pomijając już to, że widzą we mnie samo zło, w sobie i w sposobie wyrażania się na mój temat nie dostrzegają nic zasługującego na krytykę. Są jak łza – bez zmarszzki i skazy… Jak to możliwe? Mnie powiem szczerze, w takich sytuacjach odejmuje mowę. Nie wiem, co powiedzieć. Przez chwilę próbuję walczyć, ale za chwilę się poddaję. Czuje tylko ucisk w żołądku. Do czego zdolni są tacy ludzie? Nie wiem, czy mam rację, ale taka postawa moim zdaniem jest przejawem sekciarstwa w czystej postaci.
    Zastanawiając się nad odwiecznym problemem prawdy w naszym życiu, zadaję sobie pytanie o jej źródło. Czy można ją znaleźć w sobie? Czy istnieje coś takiego, jak “moja osobista prawda”? Czy zaglądając w swoje serce, można tam właśnie odnaleźć kryteria dotarcia do prawdy? Mam tu na myśli prawdę na swój temat, na temat swojego dojrzewania bądź błądzenia. Komu w tej kwestii zaufać?

      Co Wy sądzicie na ten temat?

    Napisane przez: Norbert Oczkowski | 21 czerwiec 2009

    Dzień Pański

    siemiradzki_wdomu
    Dzisiaj niedziela. Jak ją spędzamy?
    Przyszła mi do głowy ta myśl, kiedy pierwszy raz od wielu miesięcy musiałem się skonfrontować z wolnym, niedzielnym popołudniem. Od trzech lat w Tarnobrzegu odprawiam Mszę Świętą o godzinie 19:30. Kończyłem ją około 20:15 a później miałem jeszcze spotkania ze studentami. Dzisiaj o 14:00 miałem ślub i na tym koniec moich obowiązków. Wróciłem do swojej celi, usiadłem i zastanowiłem się – co ja mam teraz robić? Jest niedziela, więc nie będę pracował, nie będę się uczył. Pada deszcz, więc nie pójdę na spacer. Co robić? I nagle naszła mnie myśl – módl się! Hmmm… Ale jak długo można się modlić…? Wtedy chyba po raz kolejny w życiu zadałem sobie pytanie o moją osobistą więź z Bogiem. Czy przypadkiem nie sprowadziłem jej w ostatnim czasie do oficjalnych, kościelnych modlitw…? No fakt, że zawsze staram się te “modlitwy” odprawiać jak najuczciwiej i jak najbardziej duchowo. Jednak ta bezradność w obliczu wolnego czasu nieco mnie zastanowiła.
    A co Wy robicie w niedzielę? Ile czasu tego dnia spędzacie na modlitwie, na czytaniu Pisma Świętego, na rozmowach o Jezusie? Mam nadzieję, że są chrześcijanie, którzy świętują niedzielę autentycznie, jako święto zmartwychwstania. Przecież właśnie dzięki Panu naszemu możemy tego dnia odpoczywać. Ale jak to robić twórczo? Narazie zostawiam to pytanie bez odpowiedzi, mając nadzieję, że włączycie się do dyskusji przez dopisywanie własnych komentarzy. Zatem czekam… c.d.n…

    Napisane przez: Norbert Oczkowski | 18 czerwiec 2009

    wybory do parlamentu europejskiego

    ue-flaga

    Trochę trwało, zanim napisałem ten komentarz, ale może to i dobrze bo w tym czasie inni mogli coś napisać. Wszystko co jest niżej stanowi komentarz do zamieszczonego felietonu Pani profesor Środy. Zatem:

    PO PIERWSZE – NIE STAWIAJMY NA EUROPĘ, POSTAWMY NA ZBAWIENIE!
    Jako wyznawca Jezusa Chrystusa muszę z całą mocą stwierdzić, że żadna ludzka instytucja nie jest i nie będzie zapowiadanym przez Mesjasza Królestwem Bożym. Ono bowiem jest w sercach naszych. I dlatego najpierw o to Królestwo walcząc można zbudować dobrą (ale nie wolną od błędów i wypaczeń, bo ludzką) instytucję, czy to partyjną, czy to państwową, albo jeszcze międzynarodową. Nie oznacza to zaniedbania obywatelskich obowiązków, lecz właściwe ustawienie hierarchii wartości i priorytetów (oddaj Bogu, co boskie a cezarowi, co cesarskie…)

    PO DRUGIE – BY UZYSKAĆ ZBAWIENIE NIE WYSTARCZY CIERPLIWIE ZNOSIĆ BIEDĘ
    Czasem biedę znosić trzeba – wtedy gdy nie mamy na nią wpływu. Ale chrześcijanin to nie naiwniak, który pozwala by inni deptali jego godność. Są jednak momenty, w których trzeba zamilknąć, bo krzyk i zdzieranie gardła nie przynoszą efektu. Nie można w nieskończoność rzucać pereł przed wieprze… O godność jednak walczy się inaczej niż przy użyciu karty do głosowania.

    PO TRZECIE – FREKWENCJA NA PIELGRZYMKACH I SANKTUARIACH NIE PRZEKŁADA SIĘ NA DOBRĄ LOKATĘ W RAJU
    To oczywiste, że moje „pobożnościowe zaangażowanie” wcale nie musi być przejawem tego, co noszę w sercu. A przecież od tego, jakie są motywy mojego działania zależy, jaka czeka mnie przyszłość. Chcę też podkreślić, że w niebie nie ma gorszych i lepszych miejsc. Wszyscy mamy przebywać z Bogiem a to jest pełnia szczęścia, której nie da się opisać żadnymi miarami. Ważne też aby ci, którzy mają dobre serca i chodzą na pielgrzymki nie zapomnieli o tym, że nie chodzenie razem z nimi nikogo nie skazuje na potępienie.

    PO CZWARTE – JAKA WIARA, TAKA FREKWENCJA…
    Chrześcijanin to powinien być człowiek odpowiedzialny. Jeśli widzę, że swoim zaangażowaniem wyborczym mogę mieć chociaż minimalny wpływ na losy Europy nie oglądam się na innych tylko idę do urn. Wiem, że Bóg działa w świecie przez ludzi. Tylko w nadzwyczajnych okolicznościach ingeruje w sposób nadprzyrodzony. Nie mogę więc czekać na cud bo może się okazać, że tylko wystawiam Boga na próbę. Proszę, aby Bóg działał i zmieniał, np. UE, ale też robię wszystko co w mojej mocy by pokazać Bogu i ludziom, że mi na tym zależy.

    Napisane przez: Norbert Oczkowski | 1 czerwiec 2009

    dobrobyt czy zbawienie…?

    Już pewnie czujecie, że pytanie nie jest zbyt trafnie sformułowane. Już Explicite jest w nim zawarty błąd logiczny. Od dłuższego czasu korci mnie, żeby skomentować sytuację polityczną, w której aktualnie się znajdujemy. Gdzieś jednak na tym forum napisałem, że proszę by nie poruszano takich zagadnień. Czyżbym miał teraz złamać ową zasadę…? Poza tym ilekroć zobaczę gdzieś artykulik Pani profesor Magdaleny Środy tylekroć cisną mi się na myśl słowa, których wypowiedzenie mogłoby zostać uznane za conajmniej niestosowne. Postanowiłem zatem wybrnąć z tej niekonfortowej dla mnie sytuacji i upiec dwie pieczenie na jednym ogniu unikając jednakże słów niecenzuralnych oraz wątków politycznych. Jak to zrobić? Ha! Dzisiaj sprowokował mnie do tego przeczytany na wirtualnej Polsce, kolejny “skarb” produkcji Pani Środy. Najpierw zatem artykulik a później komentarz.

    ODPUŚĆMY SOBIE EUROPĘ, STAWIAJMY NA ZBAWIENIE
    Magdalena_Sroda_byla_fot_1405677Trudno powiedzieć, czy nam Polakom bardziej zależy na doczesnym dobrobycie czy na wiecznym zbawieniu? Wydawać by się mogło, że na tym pierwszym, bo ciągle się czegoś domagamy, ciągle narzekamy na biedę, zarobki, wykluczenie, brak troski; w wielu sprawach strajkujemy, ale jak przyjdzie co do czego to pasujemy i idziemy się modlić, by uzyskać zbawienie. W ostatnią niedzielę Polacy tłumnie zgromadzili się na mszach, masowo ruszyli na pielgrzymki, a politycy z zapałem godnym świętych odwiedzali sanktuaria, gdy tymczasem frekwencja w prawyborach do parlamentu europejskiego wyniosła niespełna 3%.
    Może więc lepiej odpuścić sobie tę Europę i konsekwentnie postawić na zbawienie? Wszak po to by je uzyskać, wystarczy pokornie znosić biedę, niesprawiedliwość, dyskryminację, złe traktowanie, niskie zarobki, bo to właśnie zostanie nagrodzone. Tak mówią nam błogosławieństwa. I jeszcze: „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie..” (Mt.6.19). Może powinniśmy wycofać się z Unii Europejskiej i stworzyć jedyny kraj na Ziemi, który stawia na życie wieczne, a nie doczesne?
    Nie wiem czy frekwencja w Kościołach i na pielgrzymkach przekłada się jakoś na gwarancję uzyskania dobrej lokaty w raju, ale z pewnością frekwencja w wyborach do Parlamentu Europejskiego tworzy wizytówkę naszej (nie)obecności w Europie. Jaką siłę mogą mieć w niej nasi przedstawiciele skoro stoi za nimi mniej niż 10% obywateli? Jakie roszczenia dotyczące dobrobytu Polaków mogą wysuwać posłowie, gdy Polacy nie potrafią przełożyć swych żądań na aktywność polityczną? Przecież nawet gdybyśmy wszyscy chcieli, by cała Unia Europejska stała się katolicka, bogobojna, rodzinocentryczna i zwrócona w kierunku spraw ostatecznych, musielibyśmy wysłać tam przedstawicieli, którzy staliby się rzecznikami owych pragnień. Ale nawet tego nie jesteśmy w stanie zrobić. Bo nie tylko nie głosujemy na tych, którzy pretendują do objęcia roli wspomnianych rzeczników, ale nie głosujemy w ogóle i do głosowania odwracamy się plecami.
    Swego czasu Solidarność głosiła hasło „nie ma wolności bez solidarności”, dziś trzeba sobie powiedzieć „nie ma dobrobytu bez uczestnictwa”, bez politycznej partycypacji. Głos Polski w Europie będzie rachityczny i słaby, tak jak rachityczna jest nasza aktywność wyborcza. I nie powinniśmy mieć pretensji, że nasze interesy są źle reprezentowane, skoro mało kto na kształt tej reprezentacji wpływa. Św. Paweł mówił „oddajcie Bogu co boskie, a cesarzowi co cesarskie”. Polska religijność nie poniesie żadnych szkód, gdy zwiększy się aktywność obywatelska i polityczna. Ale bez tej aktywności chora będzie nie tylko religijność, ale przede wszystkim sama Polska.”
    - źródło: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Odpuscmy-sobie-Europe-stawiajmy-na-zbawienie,wid,11178472,felieton.html

    I co Wy na to? Żeby wzbudzić ferment w Waszych oraz mojej głowie, dam czas. Jak wrócę ze szkoły dopiszę komentarz. Ciao!

    Napisane przez: Norbert Oczkowski | 25 maj 2009

    piękna…

    http://www.youtube.com/watch?v=e0WvHEUjUtM
    Podniosłeś mnie
    Gdy brakło sił, by dalej iść
    Okryłeś mnie
    Ciepłym płaszczem miłości swej

    Znalazłam Cię
    W natchnionych oczach dzieci Twych
    I stało się
    Pokochałam z całych swoich sił

    Ufam słowom Twym
    Ufam Ci
    Pragnę Twoją być
    Twoją być
    Wprost ze źródła pić
    Miłości Twej
    Nowa rodzę się

    Kwitnie znów nadzieja
    Serce me przepełnia
    Zobacz jak się zmieniam
    To z Twoich rąk płynie taka moc

    Wybrałam Cię
    Wiem, którą drogą pragnę iść
    Odkrywać chcę wciąż na nowo
    Ciebie uczyć się

    Jak dobrze jest (dobrze jest)
    Wolnym od lęku budzić się
    I wiedzieć że
    Ból odejdzie, spokój w sobie mieć

    Kwitnie znów nadzieja
    Serce me przepełnia
    Zobacz jak się zmieniam
    To z Twoich rąk płynie taka moc

    Ufam słowom Twym
    Ufam Ci
    Pragnę Twoją być
    Twoją być
    Wprost ze źródła pić
    Miłości Twej
    Nowa dziś
    W Tobie rodzę się

    Dziękuję Ci za Twoją łaskę, za miłość, nadzieję…
    Dziękuję Ci

    Napisane przez: Norbert Oczkowski | 20 kwiecień 2009

    misje w Sandomierzu i w Tarnobrzegu

    new-missionary-blog-watch
    Co, gdzie, kiedy? Tak mnie uczono formułować ogłoszenia. Ale to nie jest zwykłe ogłoszenie. Otóż ze względu na moje misyjne inklinacje po raz drugi organizuję wystawę misyjnych eksponatów. Od razu się przyznaję, że nie tylko o wrażenia estetyczne idzie. Otóż jeden z naszych ojców – Artur Hącia OP, który z wykształcenia poza teologiem jest również lekarzem, wybiera się na misje do Afryki. Będzie to Kamerun, Kongo lub Republika Środkowej Afryki. Tam też zajmie się medyczną pomocą a może nawet organizacją przychodni zdrowia. To wielkie zadanie. Bardzo potrzebne, ale także bardzo trudne. Do zrealizowania tego celu potrzebna jest nie tylko chęć i zaangażowanie, lecz także pieniądze, i to sporo… Na początek postanowił kupić porządną, terenową karetkę pogotowia. Zatem wpadłem na pomysł (nie ja pierwszy zresztą…), aby zrobić zbiórkę pieniędzy na ten cel. Samo zbieranie pieniędzy nie jest znów takie proste. Zatem przy okazji zbiórki, wystawa. Aby uatrakcyjnić ofertę do tego wszystkiego festiwal filmów misyjnych i wystawa rzeźby florystycznej autorstwa pani Anny Olejarz. Wszystko po to, aby pomóc. Nie tyle ojcu Arturowi, co ludziom mieszkającym w Afryce. Jesteśmy im to chyba winni… Zatem zapraszam. Najpierw do Sandomierza, do kościoła św. Jakuba (19 – 22 kwietnia) a później do Tarnobrzega (24 – 27 kwietnia). W niedzielę 26 kwietnia główny dzień tarnobrzeskiej wystawy.

    Napisane przez: Norbert Oczkowski | 27 marzec 2009

    nawiedzenie (jeszcze…)

    Kto chce zobaczyć na własne oczy niech wejdzie tu:

    Napisane przez: Norbert Oczkowski | 27 marzec 2009

    NAWIEDZENIE

    nawiedzenie1Czym było nawiedzenie?
    Jak wiemy „nawiedzenie” to druga tajemnica, części radosnej różańca świętego. Rozważamy w niej, jak to Matka Syna Bożego przychodzi z wizytą do swojej krewnej Elżbiety, która jest brzemienna. Spotykają się ze sobą dwie niewiasty przeniknięte Bożym Duchem. Maryja nosi w swoim łonie Zbawiciela świata, natomiast Elżbieta, podeszła w latach i bezpłodna ma urodzić niebawem ostatniego z proroków Starego Testamentu. Rozważamy spotkanie dwóch kobiet, ale jeszcze bardziej spotkanie dwóch tajemnic, spotkanie dwóch mężów Bożych – Jezusa i Jana Chrzciciela. Matka Boża robi przysługę swojej krewnej. Będzie ją wspierała do chwili urodzenia. Pomoże jej zatem w porodzie. Przez chwilę po urodzeniu dziecka też zapewne będzie jej towarzyszyła. Elżbieta wykrzykuje z radości powitanie, gdyż podpowiada jej to Duch Święty i dzieciątko poruszające się w łonie. Maryja też śpiewa hymn uwielbienia. Podniosła, radosna scena.
    Chodzi mi o to, byśmy w tej scenie spróbowali dostrzec analogie do „nawiedzenia”, które zafundował nam biskup Dzięga. Wybaczcie moi drodzy, ale jestem okropnie zniechęcony. Im bardziej zbliża się godzina „nawiedzenia” tym bardziej jestem zbuntowany. Im więcej dowiaduję się od ludzi, jakie szopki odprawiają się w parafiach, w których dopiero co gościł obraz, tym bardziej wzbiera we mnie złość. Mam niestety wrażenie i chcę to tutaj niniejszym wyrazić – że Matki Bożej nie ma już przy swoim obrazie. To tylko pomalowana deska, nic więcej. Matka Boża raczej się nie obraziła, lecz ukryła ze wstydu… Gdyby nie to, że muszę czuwać nad porządkiem procesji powitania obrazu, też skryłbym się w najciemniejszym miejscu i modlił się za wszystkich ludzi, którzy uczestniczyć będą w owych „uroczystościach”. Nie wiem, jak to wytrzymam. Mam tylko nadzieję, że ksiądz biskup, który będzie obecny nie zacznie gadać jakiś głupot bo nie ręczę za siebie. Normalnie czuję, jak miny, jedna po drugiej we mnie eksplodują.
    Szukam więc punktu zaczepienia, miejsca cichego w tajemnicy nawiedzenia, by nie oddalić się od Boga i nie zwątpić, kiedy przyjdzie obraz. Muszę gdzieś być sercem i myślami, by dobrze przeżyć ten czas mimo dziejących się wokół mnie rzeczy, których mój rozum nie akceptuje. Jednym słowem: „zaprzyj się samego siebie. Weź swój krzyż i mnie naśladuj.” No właśnie. Chyba widzieć Pana ukrzyżowanego – to dla mnie. Ale nie wszyscy muszą być tak zniechęceni, jak ja. Zatem co dla was? Myślę, że trzeba prosić Maryję: „Wspieraj mnie Matko Boga by wreszcie urodził się we mnie prorok! Jest we mnie lęk przed porodem, lęk przed nieznanym, lęk przed wolą Ojca. Przyjmę jednak ból porodu w duchu wiary, jeśli tylko pomożesz mi szczęśliwie urodzić. Bądź przy mnie i trzymaj mnie za rękę. Bądź moją przyjaciółką! Ty i Syn Twój jesteście przy mnie – niczego się nie lękam!”

    Starsze wpisy »

    Kategorie