
Co ma wspólnego indyk ze świątynią Opatrzności…?
16 czerwiec 2008Już widzę te oburzone miny, które przeklną mnie na sam widok tego, co dałem w tytule i nad tekstem. O ile ktoś ten tekst przeczyta… Już od jakiegoś czasu noszę się z zamiarem uzewnętrznienia tego, co myślę w tym temacie. Powiem jednak szczerze, nie spodziewałem się, że to właśnie abp. Nycz, którego bardzo cenię na tle całego polskiego episkopatu, otworzy sezam mojej złośliwości. Kiedy
bowiem ogłosił Święto Dziękczynienia dla Archidiecezji Warszawskiej pierwsze skojarzenie jakie mi się nasunęło to indyk… Przecież w USA zabija się indyka z okazji właśnie Święta Dziękczynienia. Czyżby polski hierarcha chciał przeszczepić na nasz czysty i mega ortodoksyjny grunt, zgniłą i materialistyczną tradycję amerykańską? O zgrozo! Chybaż nie… Nagle dowiedziałem się , że nie ma to nic wspólnego z USA, lecz jest typowo polskie – dziękowanie. Ha! Typowo polskie…? Od kiedy to Polak dziękuje? Polak potrafi narzekać, ale nie dziękować. Bo niby za co. Polska biedna, ludzie chorzy, rządzi Tusk, poza tym odpadamy z Euro… I mamy dziękować… Za co? Jako jedyny naród na pytanie “jak się masz” odpowiadamy zwyczajowo “okropnie” zamiennie z “fatalnie”. I jakiś tam katolicki klecha będzie nam mówił, że mamy dziękować. To chyba jakaś kaczka dziennikarska, albo raczej dziennikarski indyk… Zadajmy sobie pytanie, po co tego typu święto w Polsce? Już pomińmy fakt, że Ksiądz Biskup musi jakoś zarobić na Świątynię Opatrzności, pomysł swojego kolegi, poprzednika (skądinąd jeszcze bardziej zacnego). Zapytajmy o ideę. Mamy za co dziękować? Oj chyba mamy. Bo w sumie jeśli tak pomyśleć, że w tej charakterologicznej niewdzięczności trwaliśmy przez tysiąc lat i ostaliśmy się, to już jest cud. Powiem tak, to moja teoria. Jeśli ktoś patrzy za siebie i widzi tylko czarne chmury, jeśli patrzy dookoła siebie i też widzi to samo, wtedy najlepszym lekarstwem jest powiedzieć, wbrew logice i paradoksalnie DZIĘKUJĘ. Wtedy uwalniam się od jeszcze jednej czarnej chmury, która pojawia się w mojej głowie. Poza tym, jeśli ktoś dziękuje to znaczy, że jest wolny od czerni, sam przenosi się w biel. Wtedy staje się wolny. A dopiero człowiek wolny może być twórczy. Czy nie tak? A tak większość polskiego narodu narzeka, wylewa swój kwas naokoło i drzemie. Tak samo jest z wieloma chrześcijanami. Więcej “dziękuję” w życiu nam potrzeba. Oto mój manifest. Co ma wspólnego Świątynia opatrzności z indykiem? Tak wygląda jakby Opatrzność Boża właśnie sprawiła, że urodziliśmy się w tym miejscu i w tym czasie. Wielokrotnie wydaje się to być raczej dopustem Bożym aczkolwiek mając tak trudne warunki do wzrastania możemy naprawdę stać się doskonali. Czego życzę sobie i czytelnikom mojego bloga. Amen!


Cóż, co do tego indyka to pozwolę sobie zauważyć, że teraz panuje moda na wegetarianizm (na szczęście czy też ironia losu, którą można rozptrywać jako alegorię?)
“Więcej >>dziękuję<< w życiu nam potrzeba.”
Nie tylko za czarne chmury i jako lekarstwo na ogarniające czarnowidztwo. Potrzeba równocześnie a może najpierw tym którzy są obok, za to że są, za to,co robią, że czasem bardzo się starają, my korzystamy z ich pracy…itp. Jak bardzo sami potrzebujemy usłyszeć od innych “dziękuję” a jak sami nie dajemy tego, nie wychodzimy naprzeciw tak samo oczekującym obok nas. Słowo “dziękuję” ma większą moc sprawczą niż prośba, bo z nim prośba zostanie spełniona z radością, a bez niego tylko może być spełniona.
Nie chodzi tylko o to aby dziękować “za “coś bo to tak jak: “kupił – zapłacił”, ale rozdawać ludziom radość, bo to słowo daje radość! pobudza do większego zaangażowania, usuwa zniechęcenie!
Żeby się o tym przekonać , należy to wypróbować jak najszybciej i zacząć stosować najpierw w małych rzeczach,a okaże się lekarstwem na narzekanie i czarnowidztwo!
no cóż… Czego alegorią może być w tym przypadku indyk? Zastanówmy się przez chwilę. Na święto dziękczynienia indyka się zjada bo chyba jest symbolem dobrobytu. Jak się mylę to proszę mnie poprawić. Dlatego przypomina mi się zdanie z “Szuflandii”: “w dupach wam się poprzewracało!” Otóż to skoro nie dziękujemy to może jest nam za dobrze. Jakbyśmy dostali autentycznie od życia mocno w dupę to zrozumielibyśmy wartość słowa “dziękuję”. Ale bezmięsny indyk to już nie wiem co mógłby symbolizować.
A ja marze o tym, zeby moj szef raz na jakis czas powiedzial “dziekuje”.
nie wymagasz zbyt wiele…? A może by tak samemu podziękować… To byłoby ciekawe, zaskakujące dla drugiej strony (szefa) oraz daj Boże, inspirujące. Taka mała prowokacja. “Dziękuję” działa cuda, może i tym razem. Co Ty na to?
Byloby to nieszczere, a na klamstwie nie da sie nic zbudowac. Tak ma znaczyc Tak, Nie – Nie, a Dziekuje ma byc wyrazem wdziecznosci, a nie prowokacja.
hmmm… Czy przepraszamy tylko wtedy, kiedy rzeczywiście czujemy, że zawiniliśmy…? Jeśli ktoś jest na mnie obrażony to idę go przeprosić nawet wtedy, gdy uważam, że miałem rację. Czy to jest nieszczerość, czy też życie zgodne ze słowami Jezusa “Zaprzyj się samego siebie”. A modlę się tylko wtedy, kiedy mam taką potrzebę. Jeśli tak to raczej moja relacja z Bogiem jest zbudowana na piasku jeśli w ogóle jest…
z szefami to nie wychodzi.
Nie wychodzi…? najpierw spróbuj a się zdziwisz że to działa! I na Ciebie również podziała. Może patrzycie na siebie w podobny sposób a nikt nie zacznie pierwszy. Szukaj dobrze a zawsze znajdziesz coś za co można powiedzieć “dziękuję”. Czy nie chciałabyś tego usłyszeć za darmo?
To co rozdajesz wraca do ciebie.
ja jednak chcialabym trzymac sie prawdy. szef moze uznac za lizusostwo, takie nadmierne dziekowanie.
moze ten pomysl z indykiem nie jest jednak taki zly?
Kasia, przynieś szefowi żywego indyka i wepchnij do celi, może zrozumie aluzję
Norbi, gratuluję sympatycznego blogaska – fajnie piszesz i całkiem mądrze
Ciepło ściskam z Krakowa – witamy na wordpressie!
Co mają wspólnego? Są równie brzydkie (przepraszam wszystkie indyki świata za to porównanie
)
A wdzięczność to piękna sprawa, tylko jakoś tak we mnie dziwnie budzi się sprzeciw wobec “wdzięczności zaprogramowanej”, takie skojarzenia ze szczęśliwie minioną epoką zaczynają chodzić mi po głowie…
Eluniu, za to “całkiem” dziękuję… To całkiem to prawie jak “prawie” a ono robi wielką różnicę. Najlepiej żeby Kasia szefowi wcisnęła indyka wegetariańskiego. Taki nikomu nie zaszkodzi. W sumie to chyba rzeczywiście on się nie zna na żartach. Ale zawsze można spróbować.
Mishka, masz rację – ja też nie cierpię zaprogramowanej wdzięczności. Najgorzej to nie cierpię, jak ktoś mi ją programuje. Jak sam to w porządku. Jeśli zaś chodzi o estetykę obu porównywanych obiektów to muszę stwierdzić, że stanowczo wolę to, co ŻYWE…
Hie, hie, wyobraziłam sobie jak szef podchodzi do drzwi i słyszy dobiegające zza nich gulgotanie indyka
Jego mina – bezcenne
Jak słusznei zauważyłeś jest to PRAWIE jak “prawie” a prawie etc. Śmy się chyba zaplątali
TO, co przeczytałam do tej pory, mi sie podoba a z “całkiem” się wycofam, jak więcej poczytam
Także klawiaturka w dłoń i piszmy, piszmy, Wielebny…
Norbi, ale bez Ciebie to mi sie ten indyk w celi nie uda! Pozdrawiam Krakow!
Kraków pozdrawia Tarnobrzeg!
Ja jeszcze w nawiązaniu do tego drugiego zdjęcia – takie mam ostatnio wrażenie, że namawia się nas do budowy największej na świecie świątyni bożka narodowego jakim w Polsce jest historia narodu. Bo jak inaczej można wytłumaczyć stawianie ołtarzy powstań narodowych, bitwy pod Grunwaldem itp? Owszem, szanuję moją byłą starą uczelnię, ale żeby jej od razu ołtarz stawiać?! Że już o II RP nie wspomnę… Tłumaczenie, że to tylko tak wygląda, bo to będzie przypomnienie dziejów narodu w formie nastaw ołtarzowych (według słów abpa Nycza), a ołtarz będzie jeden, jakoś do mnie nie przemawia. Jakoś może przetrawiłabym “dzieje narodu w obrazach”, namaziane na ścianach (może być też szlachetniej, mozaiką), ale nigdy w formie ołtarza, czy to rzeczywistego czy tylko “w stylu”. Zatem faktycznie odczuwam w związku z tą budowlą ogromną wdzięczność, że ten koszmarek powstaje w Warszawie a nie w Krakowie
Dziękuję.