Archiwum z wrzesień, 2008

h1

KONIEC ŚWIATA – kiedy?

17 wrzesień 2008

KONIEC ŚWIATA

Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo. Sprzedajcie wasze mienie i dajcie jałmużnę! Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie dostaje ani mól nie niszczy. Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze. Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie! A wy [bądźcie] podobni do ludzi, oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie. (Łk 12:32-38)

Często na hasło „koniec świata” współcześni chrześcijanie (nie wszyscy oczywiście) wpadają w lęk i odkładają temat na później. Są też oczywiście i tacy, którzy namiętnie na ten temat dyskutują nie zauważając mnóstwa problemów, których próba rozwiązania jest o wiele ważniejsza niż dywagacje o znakach końca świata. Chcę zaznaczyć na samym początku, że oczywiście żyjemy w czasach końca świata. Jest tak już od około dwóch tysięcy lat. Kiedy Chrystus wstąpił do nieba rozpoczął się czas wyczekiwania na Jego powtórne przyjście. Dla chrześcijanina powinna to być chwila, której wyczekuje w radosnym napięciu a nie w strachu lub czynieniu różnych kalkulacji. Gdy wierzący pierwszych gmin chrześcijańskich sprawowali Eucharystię rozumieli ją, jako chwilę, w której przyzywają powtórnego przyjścia Pana. Do tej pory w liturgii znajduje się wiele tekstów, które świadczą o tym oczekiwaniu – „głosimy śmierć Twoją Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale!” Mieli nadzieję, że podczas któregoś dzielenia chleba Jezus ponownie stanie pośród nich. To, że Jego przyjście się opóźniało spowodowane było ich zdaniem oczekiwaniem Pana na nawrócenie wszystkich, którzy tego potrzebują. Niejeden egzegeta głowił się nad wyjaśnianiem znaków i symboli zawartych w Apokalipsie św. Jana by opisać jak dokona się koniec tego porządku rzeczy. Ale chyba żaden poważny teolog nie łudzi się, że Apokalipsa jest opisem kronikarskim. Podobnie jak opis stworzenia świata, człowieka i grzechu pierworodnego w ogrodzie Eden opisanych w Księdze Rodzaju. Podobnie jak pierwsza księga Biblii tak i ostatnia są księgami ściśle symbolicznymi. Gdyby bowiem dosłownie rozumieć liczbę tych, którzy znajdą się w niebie, musielibyśmy stwierdzić, że będzie ich bardzo niewielu (144 000). Poza tym będą się wywodzić tylko z narodu wybranego ponieważ w następnym wersecie św. Jan wymienia ilu ludzi, i z którego pokolenia Izraela posiądzie owo Królestwo. Symbolika liczb ma swoją wielką tradycję w teologii biblijnej (chociażby liczby 7 i 12). O tym może jednak innym razem. Odsyłam ciekawych tematu do książek ś.p. Ojca Jankowskiego OSB (benedyktyna). W temacie końca świata najważniejsze jest moim zdaniem ukierunkowanie wszelkich działań chrześcijan na ten fakt. Owo czuwanie, którym mowa w cytowanym na początku fragmencie Ewangelii św. Łukasza, jest nie maniakalnym wyglądaniem znaków i określaniem daty (jak to robią świadkowie Jehowy) ani także zbyciem tego tematu. Cała bowiem skuteczność naszego głoszenia właśnie od tego faktu zależy. To, że inni będą nas lekceważyć i odrzucać to normalne. Przyzwyczailiśmy się (my Kościół) do innej, nienaturalnej moim zdaniem sytuacji, w której jesteśmy chwaleni i oczekiwani. Jeśli na tym świecie w sposób widoczny zapanowałoby Królestwo Boże (jak by chcieli niektórzy przez różne intronizacyjne akty) to po co nam powtórne przyjście Jezusa? Co miałby jeszcze Jezus zmienić? No chyba „skasować” pozostałe resztki innowierców… Mamy być nie tylko solą tej ziemi, ale także solą w oku tego świata. Tak prześladowali proroków. Dlatego cieszmy się i weselmy bo wielka jest nasza nagroda w niebie. Św. Franciszek Salezy zapytany podczas gry w szachy co zrobiłby gdyby teraz nastąpił koniec świata odpowiedział: „poszedłbym koniem na G5”. Ta odpowiedź nie oznaczała strywializowania przez świętego sprawy, lecz pokazywała prawdę, iż chrześcijanin powinien być przygotowany w każdej chwili na przyjście Jezusa w chwale i przyjmować to bez lęku. Dlatego wspólnie, jednym głosem wołajmy „Przyjdź Królestwo Twoje Panie! Przyjdź Panie i nie pozwól nam dłużej czekać! Maranatha!”

h1

PRZEŚLADOWANIE CHRZEŚCIJAN!

7 wrzesień 2008

W indyjskim stanie Orisa już piąty dzień trwają pogromy chrześcijan dokonywane przez hinduskich ekstremistów. Wspólnota chrześcijańska w Indiach jest bardzo zaniepokojona skalą przemocy oraz bezradnością lokalnych władz.

Na terenach ogarniętych zamieszkami wprowadzono godzinę policyjną, władze wydały także rozkaz strzelania do wszystkich, którzy jej nie przestrzegają. Mimo to siły policyjne nadal nie mogą doprowadzić do uspokojenia sytuacji w Orisie.

Indyjscy chrześcijanie oczekują, że władze centralne z New Delhi pomogą w przerwaniu pogromów. Na wieczór zapowiadane jest spotkanie władz kościołów chrześcijańskich w Indiach z premierem kraju Manmohanem Singhiem.
Rzecznik Konferencji Katolickich Biskupów Indii, ksiądz Bapu Joseph powiedział, że delegacja przedstawi memorandum napisane w imieniu indyjskich wiernych. Domagają się oni od premiera podjęcia bezzwłocznych działań, które doprowadzą do rzeczywistego zakończenia trwających aktów przemocy. Ksiądz Bapu Joseph podkreśla, że jak dotąd przemoc wciąż się rozprzestrzenia.
W atakach na chrześcijan w Orisie zginęło kilkanaście osób, spalono dziesiątki kościołów i kaplic oraz zrujnowano setki domów. Chrześcijanie stanowią tam nieco ponad 2% ludności i wywodzą się z najbiedniejszych warstw społecznych. Ekstremiści hinduscy od dawna zapowiadali, że chcą ograniczyć ich obecność na terenie stanu.

źródło:

http://wiadomosci.wp.pl/title,Krwawa-rzez-chrzescijan-w-Indiach,wid,10302448,wiadomosc.html?ticaid=16908

h1

MODLITWA ALTERNATYWNA

5 wrzesień 2008

zamieszczam modlitwę, którą ułożyłem dla młodzieży z tzw. “duszpasterstwa alternatywnego”. Może pomoże ona zrozumieć, czym owo duszpasterstwo było i wobec czego chciało być alternatywą. Oto ona:

Modlitwa alternatywna

Panie Jezu,

Zwracamy się do Ciebie w tej modlitwie, gdyż czujemy się bezradni wobec otaczającego nas świata. Ludzie w pogoni za pieniędzmi zapominają o tym, co najważniejsze: o miłości i dobru. Rządzący w naszym państwie i w Kościele zamiast łączyć i budować jedność, rozpraszają i dzielą. Chrześcijanie, którzy mieli zgodnie z Twoją wolą głosić światu, że jest nadzieja, śpią, wyglądają jak martwi. Nasi rodzice pochłonięci przez nurt codziennego życia zabiegają o wszystko a najmniej o nas, swoje dzieci. Czujemy się zagubieni i opuszczeni. Gdzieś głęboko w nas jest jednak wiara, że Ty, Jezu, jesteś inny niż ten świat. Wierzymy, że chcesz naszego dobra, że chcesz nam pomóc. Stajemy przed Tobą z naszymi problemami w domu, w szkole, wśród przyjaciół i składamy je przed Twoim kochającym Obliczem. Ty jeden nas rozumiesz. Przy Tobie możemy nie czuć się samotni. Oddajemy Twojej opiece naszą „salkę”. Wiesz, czego nam tutaj brakuje. Prosimy Cię – rozwiąż nasze problemy. Ale przede wszystkim nie pozwól abyśmy stali się podobni do tego świata, pełnego obojętności, a często zła i nienawiści. Daj nam wielkie serca abyśmy kochali wszystkich biednych, chorych i udręczonych. Te prośby, które są w naszych sercach zanosimy do Ciebie bo wierzymy, że nas wysłuchasz. Który żyjesz i królujesz z Bogiem Ojcem, w jedności Ducha Świętego. Przez wszystkie wieki wieków. Amen.

h1

Jak mnie widzą, tak mnie piszą…?

3 wrzesień 2008

JAK MNIE WIDZĄ, TAK MNIE PISZĄ…?

Jest maj, już za tydzień pierwsza komunia Ani. Mamusia przyprowadza więc do kościółka swoją córeczkę, aby ta się wyspowiadała po raz pierwszy. Ale tak dużo księży w konfesjonałach. Do którego pójść? Zdezorientowana Ania zapytuje mamę i prosi ją, by wskazała jej kryteria wyboru dobrego spowiednika na przyszłe lata. Mamusia formułuje radę w iście „dojrzały” sposób, który zapewne wynika z jej bogatego życiowego doświadczenia. Córeczko – mówi troskliwa mama – patrz na buty księdza. Jeśli zobaczysz, że ma brudne i nie wypastowane, takiego księdza omijaj.

Był czas w moim życiu, że wydawało mi się, iż od eleganckiego ubioru zależy to kim się jest. Zaczęło się to właśnie od moich kontaktów ze Świadkami Jehowy. Jeśli czytaliby ten post moi koledzy i koleżanki ze szkoły podstawowej i początków liceum mogliby opowiedzieć jak ubierałem się niekiedy do szkoły. Widok 15-to latka pod krawatem, w szkole na przerwie, lub lepiej na dyskotece, jest dosyć interesujący. Czyż nie? Jedna wiara, jeden światopogląd, jeden styl myślenia i jeden styl ubierania się. Czuło się nie tylko jedność, ale także ład i porządek, który zapewniał człowiekowi spokój wewnętrzny. To jednak nie jest wina żadnego Świadka Jehowy. Oni tylko znaleźli niszę, w której świetnie funkcjonują bazując na stereotypach i przyzwyczajeniach kultury powszechnej. Otóż zawsze wolimy harmonię od dysharmonii, proporcjonalność od nieproporcjonalności, symetrię od asymetrii i porządek od bałaganu. Sam do pewnego momentu nazywałem siebie niewolnikiem symetrii. Łatwiej jest żyć w poukładanym świecie. Wiesz że jeśli szukasz danej rzeczy, znajdziesz ją w konkretnej szufladce. Pedanteria jest podziwiana bo tęsknimy za idealnym światem. Coś w tym jest. Bóg wpisał nam zapewne w serca i umysły obraz harmonii i porządku. Jednak nie jestem przekonany, czy nasz sposób rozumienia tego ładu jest właśnie boski. Czy przypadkiem i tego nie paczył pierworodny grzech? Pamiętam dzień, w którym mieliśmy iść z moimi braćmi do kina na jakiś film. Szliśmy w dużej grupie. Umówiliśmy się, że spotkamy się pod furtą klasztorną 30 minut przed rozpoczęciem seansu. Mieliśmy już bilety. Jakież było moje zdziwienie, gdy wśród 20 braci nie było dwóch ubranych tak samo. Jeden w samym habicie, drugi na habicie miał kurtkę, trzeci sweter, czwarty był w kapie, kolejny bez habitu, inny pod koloratką. Straszne, pomyślałem, nie ma jedności między nami. Ale teraz pytam się „co to jest jedność?” Czy jedność oznacza unifikację? Mam tu na myśli nie tylko ubieranie się tak samo, jak w wojsku – mundury. Myślę też o podobnym kanonie. Czy wszyscy muszą mieć podobne poczucie estetyki, jak ja, jak my…? Czy zawsze piękne jest to, co jednolite, czyste i nieskazitelne…? Nauczeni takiej właśnie sterylnej idealności co chwila popadamy w kryzysy osobowości, kryzysy wiary i inne kryzysy. Bo coś nie odpowiadało mojemu postrzeganiu świata. Nie było na swoim miejscu. Może to, co pisze jeszcze nie składa się w całość. Mam nadzieję, że to, co teraz napiszę już rozświetli cały problem.

Najbardziej wartościowymi ludźmi jakich w życiu spotkałem były osoby zupełnie nie pasujące do ogólnie przyjętych schematów piękności i estetyki. To byli narkomani (śmierdzący, brudni i niepoukładani) oraz dzieci alternatywne tzn. dziwnie poubierane, nazywane przez tarnobrzeskich skinów „brudasy”.

Ja protestuję przeciwko ocenianiu ludzi po wyglądzie. Jak słyszałem opinie tzw. „dobrych obywateli” o moich dzieciach lub o narkomanach, cisnęły mi się na myśl same najgorsze rzeczy. Oceniamy ludzi po ich ubiorze, po wyglądzie, po zapachu – jak zwierzęta. Jesteśmy ludźmi! Aby poznać człowieka trzeba wejść z nim w relację. A to jest bardzo wymagające bo naraża mnie na straty, na uchylenie rąbka tajemnicy o mnie samym. Muszę się skonfrontować z innym. Jednak to jest dopiero naprawdę wartościowe i twórcze bo każdy człowiek coś wnosi do mojej tożsamości. Jeśli nie zakładam habitu tylko ubieram czarną bluzę „BEHEMOT”, czarne bojówki i łańcuch; jeśli zapuszczam włosy i robię kitkę; jeśli na naszej-klasie zamieszczam rasta logo, to między innymi po to, aby prowokować ludzi do myślenia. Nie wygląd zewnętrzny świadczy o tym kim jestem. Jeśli oceniasz mnie po wyglądzie to twój problem i twoja strata bo nie wiesz kim jestem naprawdę. Poznaj mnie, zaprzyjaźnij się ze mną… Wtedy poznasz kim jestem naprawdę. Może się bowiem zdarzyć, że butów nie wypastowałem ponieważ cały czas biegam po błocie pomagając ludziom, którzy w nie wpadli. Jeśli się u mnie nie spowiadasz… no cóż… dzięki temu będę mógł szybciej wyjść z konfesjonału.