
dobrobyt czy zbawienie…?
1 czerwiec 2009Już pewnie czujecie, że pytanie nie jest zbyt trafnie sformułowane. Już Explicite jest w nim zawarty błąd logiczny. Od dłuższego czasu korci mnie, żeby skomentować sytuację polityczną, w której aktualnie się znajdujemy. Gdzieś jednak na tym forum napisałem, że proszę by nie poruszano takich zagadnień. Czyżbym miał teraz złamać ową zasadę…? Poza tym ilekroć zobaczę gdzieś artykulik Pani profesor Magdaleny Środy tylekroć cisną mi się na myśl słowa, których wypowiedzenie mogłoby zostać uznane za conajmniej niestosowne. Postanowiłem zatem wybrnąć z tej niekonfortowej dla mnie sytuacji i upiec dwie pieczenie na jednym ogniu unikając jednakże słów niecenzuralnych oraz wątków politycznych. Jak to zrobić? Ha! Dzisiaj sprowokował mnie do tego przeczytany na wirtualnej Polsce, kolejny “skarb” produkcji Pani Środy. Najpierw zatem artykulik a później komentarz.
ODPUŚĆMY SOBIE EUROPĘ, STAWIAJMY NA ZBAWIENIE
“Trudno powiedzieć, czy nam Polakom bardziej zależy na doczesnym dobrobycie czy na wiecznym zbawieniu? Wydawać by się mogło, że na tym pierwszym, bo ciągle się czegoś domagamy, ciągle narzekamy na biedę, zarobki, wykluczenie, brak troski; w wielu sprawach strajkujemy, ale jak przyjdzie co do czego to pasujemy i idziemy się modlić, by uzyskać zbawienie. W ostatnią niedzielę Polacy tłumnie zgromadzili się na mszach, masowo ruszyli na pielgrzymki, a politycy z zapałem godnym świętych odwiedzali sanktuaria, gdy tymczasem frekwencja w prawyborach do parlamentu europejskiego wyniosła niespełna 3%.
Może więc lepiej odpuścić sobie tę Europę i konsekwentnie postawić na zbawienie? Wszak po to by je uzyskać, wystarczy pokornie znosić biedę, niesprawiedliwość, dyskryminację, złe traktowanie, niskie zarobki, bo to właśnie zostanie nagrodzone. Tak mówią nam błogosławieństwa. I jeszcze: „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie..” (Mt.6.19). Może powinniśmy wycofać się z Unii Europejskiej i stworzyć jedyny kraj na Ziemi, który stawia na życie wieczne, a nie doczesne?
Nie wiem czy frekwencja w Kościołach i na pielgrzymkach przekłada się jakoś na gwarancję uzyskania dobrej lokaty w raju, ale z pewnością frekwencja w wyborach do Parlamentu Europejskiego tworzy wizytówkę naszej (nie)obecności w Europie. Jaką siłę mogą mieć w niej nasi przedstawiciele skoro stoi za nimi mniej niż 10% obywateli? Jakie roszczenia dotyczące dobrobytu Polaków mogą wysuwać posłowie, gdy Polacy nie potrafią przełożyć swych żądań na aktywność polityczną? Przecież nawet gdybyśmy wszyscy chcieli, by cała Unia Europejska stała się katolicka, bogobojna, rodzinocentryczna i zwrócona w kierunku spraw ostatecznych, musielibyśmy wysłać tam przedstawicieli, którzy staliby się rzecznikami owych pragnień. Ale nawet tego nie jesteśmy w stanie zrobić. Bo nie tylko nie głosujemy na tych, którzy pretendują do objęcia roli wspomnianych rzeczników, ale nie głosujemy w ogóle i do głosowania odwracamy się plecami.
Swego czasu Solidarność głosiła hasło „nie ma wolności bez solidarności”, dziś trzeba sobie powiedzieć „nie ma dobrobytu bez uczestnictwa”, bez politycznej partycypacji. Głos Polski w Europie będzie rachityczny i słaby, tak jak rachityczna jest nasza aktywność wyborcza. I nie powinniśmy mieć pretensji, że nasze interesy są źle reprezentowane, skoro mało kto na kształt tej reprezentacji wpływa. Św. Paweł mówił „oddajcie Bogu co boskie, a cesarzowi co cesarskie”. Polska religijność nie poniesie żadnych szkód, gdy zwiększy się aktywność obywatelska i polityczna. Ale bez tej aktywności chora będzie nie tylko religijność, ale przede wszystkim sama Polska.” - źródło: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Odpuscmy-sobie-Europe-stawiajmy-na-zbawienie,wid,11178472,felieton.html
I co Wy na to? Żeby wzbudzić ferment w Waszych oraz mojej głowie, dam czas. Jak wrócę ze szkoły dopiszę komentarz. Ciao!
Przyznam, że w gruncie rzeczy zgadzam się z treścią tego artykułu, Ojcze Norbercie… Pomijając narzucaną (nie nachalnie jednak) alternatywę zbawienie lub Europa i potoczne rozumienie błogosławieństw i tekstu Mateusza (jako osoba niewierząca ma do tego prawo bardziej niźli wierzący) w zasadzie Środa ma rację. Ona zachęca do uczestnictwa w głosowaniu te osoby, które żądają od państwa jakichś prerogatyw. Bierzesz udział w wyborach – to i masz prawo wymagać. Nie bierzesz – sam się wykluczasz z grona ewentualnych roszczących. Nawet jak nie jestem za uczestnictwem Polski we Wspólnocie Europejskiej idę i drę kartę wyborczą; nie mam swoich przedstawicieli – przekreślam kartę. Ilość głosów nieważnych też coś powinno nam mówić.
Aktywność jest więc ważna. Także w kościele. A widać ją w chwilach choćby takich, gdy nie ma chętnych świeckich do niedzielnych czytań… Nieprawdaż Ojcze?…
Ja po przeczytaniu tego tekstu nie mam zbyt wiele do powiedzenia… Gdybym nie przeczytała wpierw kto jest autorem tego tekstu, to w życiu bym nie uwierzyła, że właśnie ów kobieta… Widzę w jej słowach wiele prawdy. Aż sama się sobie dziwię. Smutne to, ale ona ma dużo racji.
Właściwie zgadzam się z przedmówcą:
mimo nieco nachalnego antyreligijnego przekazu na początku (i generalnie mało udanego konceptu felietonu), koniec jest sensowny i Autorka ma rację.
Już tytuł artykulu, a w szczególności końcowe zdanie komentarza Ojca Norberta spowodowaly w moim umysle przywołanie slów jednego ze świętych – św. Ignacego Loyoli, który powiedzial, że “Ufaj, jakby wszystko zależało od Boga, a czyń tak, jakby wszystko zależało od ciebie!” W czasie jednego z tygodni ĆD jako potwierdzenie wyżej przywołanej mądrości Ignacjańskiej usłyszałam, że zanim Bóg zainterweniuje, oczekuje, aby czlowiek chociażby “skinąl palcem”. Tu padaly różne przykłady, jak “przemienienie wody w wino w Kanie Galilejskiej”, gdzie Jezus nie zainterweniowal, dopóki Maryja nie zakomunikowala krótko “Nie mają wina”. Innym razem, trzeba było przyprowadzić opętanego, aby Jezus wypędzil złe duchy (Mt 8, 16), jeszcze innym razem “wielu poszło za nim”, a on dopiero wtedy ich uzdrowil (Mt 12, 15), i jeszcze innym razem konieczne było, aby trędowaci zawołali do Jezusa “ulituj się nad nami” i dopiero wtedy Jezus wkracza ze swoją interwencją (Łk 17, 15), a czasem wystarczyło dotknąć sięb Jego plaszcza, a “którzy się Go dotknęli, zostali uzdrowieni”, natomiast wtedy, gdy “przyszły do Niego wielkie tłumy, mając z sobą chromych, ułomnych, niewidomych, niemych i wielu innych”, wystarczylo, że “położyli ich u nóg Jego, a On ich uzdrowił” (Mt 15,30), i znowu “w świątyni podeszli do Niego niewidomi i chromi, i uzdrowił ich” (Mt 21, 14), itd., itp. …
Dlatego , jeśli nawet Bóg przewidział, że ktos będzie dbał o interesy Polski, to niekoniecznie On będzie błogosławił zamiarowi bez mojego/czyjegoś udziału, bez mojego lub czyjegos głosu. Zaniedbaniem udziału w głosowaniu zwyczajnie dopuszczam się marnotrwastwa Jego daru. Dlatego w czas przedwyborczy bardzo mnie irytowaly odpowiedzi, ze nie wezmę udzialu w wyborach, bo zawiedziony/a jestem wszelkimi ich (posłów) obietnicami.
Z drugiej strony,w całej przedwyborczej kampanii zabraklo rzetelnej informacji. Takiej również nie posiadali pytani przeze mnie czlonkowie zasiadający w komisjach. Zabraklo informacji, że liczba oddanych glosow przeklada się na liczbę eurodeputowanych w poszczegolnych wojewodztwach. Pani Środa też w swoim artykule nie powiedziala wprost, o co chodzi w minionych wyborach i inni także o tym wprost nie mówili. NIKT.
I dlatego “wiara”, ale także i “czyn”.