h1

Dzień Pański

21 czerwiec 2009

siemiradzki_wdomu
Dzisiaj niedziela. Jak ją spędzamy?
Przyszła mi do głowy ta myśl, kiedy pierwszy raz od wielu miesięcy musiałem się skonfrontować z wolnym, niedzielnym popołudniem. Od trzech lat w Tarnobrzegu odprawiam Mszę Świętą o godzinie 19:30. Kończyłem ją około 20:15 a później miałem jeszcze spotkania ze studentami. Dzisiaj o 14:00 miałem ślub i na tym koniec moich obowiązków. Wróciłem do swojej celi, usiadłem i zastanowiłem się – co ja mam teraz robić? Jest niedziela, więc nie będę pracował, nie będę się uczył. Pada deszcz, więc nie pójdę na spacer. Co robić? I nagle naszła mnie myśl – módl się! Hmmm… Ale jak długo można się modlić…? Wtedy chyba po raz kolejny w życiu zadałem sobie pytanie o moją osobistą więź z Bogiem. Czy przypadkiem nie sprowadziłem jej w ostatnim czasie do oficjalnych, kościelnych modlitw…? No fakt, że zawsze staram się te “modlitwy” odprawiać jak najuczciwiej i jak najbardziej duchowo. Jednak ta bezradność w obliczu wolnego czasu nieco mnie zastanowiła.
A co Wy robicie w niedzielę? Ile czasu tego dnia spędzacie na modlitwie, na czytaniu Pisma Świętego, na rozmowach o Jezusie? Mam nadzieję, że są chrześcijanie, którzy świętują niedzielę autentycznie, jako święto zmartwychwstania. Przecież właśnie dzięki Panu naszemu możemy tego dnia odpoczywać. Ale jak to robić twórczo? Narazie zostawiam to pytanie bez odpowiedzi, mając nadzieję, że włączycie się do dyskusji przez dopisywanie własnych komentarzy. Zatem czekam… c.d.n…

5 komentarzy

  1. Cześć, Norbercie. Obawiam sie, że to, co napiszę, nie będzie konstruktywne :( Dzisiaj siedziałam cały dzień i tłumaczyłam, na szczęście przynajmniej książkę o teologii świętego Tomasza, więc jest to rodzaj głoszenia słowa, a nie jakąś komercję, bo to staram się zostawiać na dni od pon do sob. W zeszłą niedzielę chyba podobnie – już nie pamiętam. Cały ostatni semestr co 2-3 niedzielę siedziałam na uczelni i się uczyłam… Co prawda żeby lepiej pomagać ludziom, ale… Zdarzają się niedziele wolne i wtedy leżę i czytam, robię jakieś zaległe drobne rzeczy – np. coś na mojej stronie internetowej, niby też głoszenie słowa, ale… Chyba też jakieś spotkania towarzyskie. Nie pamiętam, bo dawno się nie zdarzyło :-( Staram się w niedzielę wyszarpać jakiś czas na rozmyślanie, bo w tygodniu bardzo z tym krucho. Za dużo mam na grzbiecie. Tylko 19-tka wieczorem jest nie do odpuszczenia, to święto całego tygodnia. Ale reszta – sam widzisz. Mówię – bom smutny – i sam pełen winy…


  2. Jakoś chyba ogólnie nasza mentalność jest coraz mniej chrześcijańska. Dajemy się porwać nurtowi tego świata. Bądź wierny w rzeczach małych, nad wieloma Cię postawię… To mi się zawsze przypomina. Jeżeli ciągle mamy za mało czasu to kiedy staniemy przed Panem…? Nie wiem… Oby nie przy końcu, już w cztery oczy…


  3. Obraz do tekstu jest bardzo piękny – dzięki! :) Od razu odżyły moje marzenia – usiąść na miejscu Marii albo przysiąść się obok i słuchać co Pan mówi. Mam takie marzenia czasem w niedzielę a szczególnie w święta Bożego Narodzenia i Wielkanocy – siąść i zasłuchać się… bez krzątania i przygotowywania świątecznego rosołu i schabowych…:)
    Udaje mi się czasem (na pewno nie w każdą niedzielę) być w kaplicy adoracji Najświętszego Sakramentu i w duchu usiąść u kolan Jezusa…. i słuchać… i usłyszeć!


  4. Zachęcona do dyskusji nad świętowaniem niedzieli chciałam podzielić się naszym w tej sprawie doświadczeniem.
    Z uwagi na to, że mój mąż pracuje w Warszawie i w domu jest tylko w weekendy, dla mnie świętowanie rozpoczyna się już w piątek wieczorem, kiedy on wraca do domu. A jeśli jeszcze przyjeżdża na niedzielę nasza córka ze studiów w Krakowie, wtedy święto jest podwójne. Zresztą zawsze (jak chyba większość z nas) bardzo lubiłam wolne po całym tygodniu. Lubię spokojny czas z rodziną, chwile wspólnego wypoczynku, partyjkę Scrablli, spotkania ze znajomymi, przejażdżki na rowerach, wypady w Tatry, czy tez obejrzenie razem Milionerów czy dobrego filmu z pop-cornem w wielkiej misce.
    Ale chciałam się podzielić czymś, z czego chyba najbardziej się cieszę. Otóż od kilku już lat idąc za przykładem innej rodziny (usłyszanym na obozie chrześcijańskim w 2000 roku) praktykujemy wraz z naszymi dziećmi wspólną przedpołudniową lekturę niedzielnych czytań. Teraz nasze dzieci mają już 20 i 16 lat i nigdy nie było problemów z zachęceniem ich do tego. Czytamy wyznaczone na daną niedzielę czytania, niekiedy kilkakrotnie. Staramy się zrozumieć ich treść, nieraz podpieramy się np. Przewodnikiem po Biblii. Wszyscy biorą w tym aktywny udział, zarówno w czytaniu jak i w opowiadaniu własnymi słowami, o czy dany fragment mówi. Później podczas Mszy Św. jest nam o wiele łatwiej skoncentrować się na czytaniach i na całej Liturgii Słowa. Często też później dyskutujemy wracając do domu nt. treści homilii.
    Wszyscy tak się przywiązaliśmy do tego wspólnego czytania i omawiania fragmentów czytań, że kiedy zdarza nam się nie usiąść wspólnie i nie przeczytać, to czegoś w niedzielę nam brakuje.
    Nie piszę tego, żeby się chwalić, ale żeby może spróbować rozpropagować ten pomysł wśród innych.
    Osobiście uważam też, że takie rodzinne omawianie Słowa Bożego daje niepowtarzalną okazję do kształtowania naszej właściwej postawy chrześcijańskiej, do nauczania dzieci i młodzieży. Wydaje mi się, że omawianie wielu zagadnień dotyczących naszego życia, przykładów dobrego i złego postępowania, ułatwia szczerą rozmowę w sytuacjach, kiedy dzieje się coś złego, lub kiedy chcemy dziecko przed czym ustrzec. A nieraz myślę, że taka “Domowa Szkółka Niedzielna” daje na tyle dużą porcję moralizatorstwa, że później można spokojniej dawać młodzieży coraz większą swobodę i liczyć, że będzie umiała postępować odpowiedzialnie pamiętając o Bożej nauce.


  5. Jak wyglądałby Kościół, gdyby każda rodzina chrześcijańska próbowała w ten sposób przeżywać niedzielę… To chyba zbyt piekne, by mogło być prawdziwe. Jednak Kasiu gratuluję wytrwałości! Oby tak dalej. Na tym to właśnie polega. To propozycja nie tylko dla rodzin, ale może szczególnie dla kapłanów i zakonników. Niech Pan nam błogosławi!



Dodaj komentarz