Archiwum dla czerwiec 30th, 2009

h1

Warszawa da się lubić

30 czerwiec 2009

75_1

  • WARSZAWA

  • Od pięciu dni mieszkam w naszym dominikańskim klasztorze w Warszawie, na ulicy Freta 10. Trudno będzie się pewnie przestawić z pracy w małym, prowincjonalnym miasteczku na stolicę z jej wielkopańskim przydechem. Już czuję to trochę w konfesjonale. Z jednej strony więcej ludzi zaangażowanych w Kościół (chociażby kilka, pięknie śpiewających schól) z drugiej zaś więcej pokręconych ludzkich historii; więcej działalności duszpasterskiej i społecznej, oraz więcej psychologizowania… Mam nadzieję, że uda mi się wypośrodkować i pogodzić w swojej pracy te skrajności. Oby! Proszę Was o modlitwę.

    h1

    cóż to jest prawda…?

    30 czerwiec 2009

    prawdaDo rozpoczęcia tego wątku skłonił mnie fakt, że zdarza mi się co jakiś czas spotkać ludzi, którzy są przekonani w stu procentach o błędach innych oraz o własnej nieskazitelności. To znaczy… do utwierdzenia się w przekonaniu o słabościach ludzi, którzy mnie otaczają nie potrzeba ani zbyt wielkiej inteligencji, ani przenikliwości. Wystarczy obserwować. Nieco trudniej jest odnaleźć własne wady i choroby. Paradoksalnie do tego drugiego mamy łatwiejszy dostęp a okazuje się, że odkryć to jest o wiele trudniej. Zapewne sam tutaj ideałem nie jestem, lecz zawsze gdy ktoś o coś mnie posądza, nawet wtedy gdy takie zarzuty brzmią absurdalnie, coś ściska mnie w żołądku i zaczynam się zastanawiać – a może jest w tym coś prawdziwego…? Jakoś, mimo regularnego spowiadania się, robienia sobie co wieczór rachunku sumienia, nie czuje się konfortowo, gdy ktoś mnie oskarża. W pierwszej chwili czasem “staję okoniem”, lecz z dystansu zaczynam się zastanawiać. Spotykam jednak ludzi (w różnych miejscach), którzy pomijając już to, że widzą we mnie samo zło, w sobie i w sposobie wyrażania się na mój temat nie dostrzegają nic zasługującego na krytykę. Są jak łza – bez zmarszzki i skazy… Jak to możliwe? Mnie powiem szczerze, w takich sytuacjach odejmuje mowę. Nie wiem, co powiedzieć. Przez chwilę próbuję walczyć, ale za chwilę się poddaję. Czuje tylko ucisk w żołądku. Do czego zdolni są tacy ludzie? Nie wiem, czy mam rację, ale taka postawa moim zdaniem jest przejawem sekciarstwa w czystej postaci.
    Zastanawiając się nad odwiecznym problemem prawdy w naszym życiu, zadaję sobie pytanie o jej źródło. Czy można ją znaleźć w sobie? Czy istnieje coś takiego, jak “moja osobista prawda”? Czy zaglądając w swoje serce, można tam właśnie odnaleźć kryteria dotarcia do prawdy? Mam tu na myśli prawdę na swój temat, na temat swojego dojrzewania bądź błądzenia. Komu w tej kwestii zaufać?

      Co Wy sądzicie na ten temat?