
Warszawa da się lubić
30 czerwiec 2009
Od pięciu dni mieszkam w naszym dominikańskim klasztorze w Warszawie, na ulicy Freta 10. Trudno będzie się pewnie przestawić z pracy w małym, prowincjonalnym miasteczku na stolicę z jej wielkopańskim przydechem. Już czuję to trochę w konfesjonale. Z jednej strony więcej ludzi zaangażowanych w Kościół (chociażby kilka, pięknie śpiewających schól) z drugiej zaś więcej pokręconych ludzkich historii; więcej działalności duszpasterskiej i społecznej, oraz więcej psychologizowania… Mam nadzieję, że uda mi się wypośrodkować i pogodzić w swojej pracy te skrajności. Oby! Proszę Was o modlitwę.
Norbi powodzenia!!znając troszeczkę Twój dystans dasz radę…
oczywiście, że się da
mieszkam tutaj już od siedmiu lat. a Freta to fajna placówka duszpasterska. co prawda, bliższy mi jest Służew, bo tutaj mieszkam, ale na Freta też czasami zaglądam, miałam też okazję współorganizować kiedyś tutejszą Szkołę Wiary. życzę szybkiej aklimatyzacji i pozdrawiam.
Ojcze, a czym się różni praca duszpasterska w małym prowincjonalnym miasteczku jak nazywasz Tarnobrzeg a stolicą….? czy od kategorii miasta? ludzie są całkiem odmienni? Czy trzeba innej teologii czy innej psychologii? Nie sądzę. Mnie w tym momencie też ściska w żołądku bo to zabrzmiało jakby Twoja praca duszpasterska w Tarnobrzegu była gorszego gatunku i my też… Jaka jest więc prawda?
no wybacz, w poście nie było ani słowa o tym, że praca w Tbg-u jest gorsza. Wręcz przeciwnie. Analizujesz tekst niezgodnie z zamiarem autora. To raczej warszawiacy powinni się czepić tekstu bo był on bardziej oceniający wobec nich. Przeczytaj uważnie jeszcze raz…
Ojej, nie czepiajcie się. Doskonale to rozumiem. Pochodzę z Warszawy i mieszkałam tam ponad 30 lat, a teraz od kilku w Krakowie – tez duże miasto, a mentalność, zachowania ludzi, wszystko jest zupełnie inne. Nawet szybkość chodzenia po chodniku, dowcipy i skojarzenia. I nie chodzi o to, że jedno musi być lepsze, a drugie gorsze. Po prostu inne. I na pewno będzie trzeba się aklimatyzować i “przestawiać” przyzwyczajenia.
Mam nadzieję, że je polubisz, a ono ciebie, i będziesz się dobrze czuł. Do zobaczenia – bywam dość regularnie na Freta. To będzie teraz fajny klasztor, sądząc po asygnatach
Witam w moim mieście, Norbert
Przyzwyczaisz się;) Warszawa jest ok jeżeli chce się ją polubić. Pozdrawiam i do zobaczenia;) Może Cie kiedyś odwiedzę;) Pozdro Pozdro;D
Ojcze dasz sobie radę i napewno sie odnajdziesz się w Warszawie.Jeśli chodzi o schole to się zgodze piękinie śpiewają na mszy o 19,30.Pozdrawiem i pamiętam o Tobie w modlitwie
Ojcze Nasz,
Radę dasz,
Nie martw się
Wszystko ułoży się,
A gdy smutek zagości,
Zapraszamy Cię w gości:D
Już powoli “wchodzę”… Jeszcze rok i będę jak u siebie w domu. Jutro jadę do Łodzi. Przecież pochodzę z duuużego miasta nie? Nie powinienem mieć problemów z zaaklimatyzowaniem się. A jednak. Cztery lata na prowincji zrobiły swoje. Ale nie żałuję.
nie lubiłam Warszawy, ale po tych ostatnich wydarzeniach wydaje mi się nawet do przyjęcia.
zabytki, kościoły, klasztory, spacer nad Wisłą – to mnie bardzo kręci, ale ludzie, ludzie – byli najważniejsi.
ja tam miałam wiele niezwykłych spotkań. i one zmieniły moje nastawienie do Wawy.
na pewno przez najbliższy rok przez Ciebie i Grzesia będę ciepło myśleć o stolicy, która do tej pory była obca…
chociaż nie tak do końca. bo tam jest jeszcze Emilka.:) bardzo ważna postać!!!