jeszcze coś na uwielbienie…


O Mój Jezu, bądź uwielbiony we wszystkim, co wokół mnie i we mnie!
Niech Twoje Imię będzie wywyższone ponad wszystkie inne imiona!
Tylko Ty jesteś Panem, tylko Ty jesteś Bogiem, tylko Ty jesteś Królem!
W Tobie jest wszystko, czego szukam, wszystko za czym tęsknię, wszystko co kocham…
Gdy żyjesz we mnie niczego mi nie brakuje.
Nawet wtedy, gdy czuję w sobie śmierć, Ty zawsze stojąc obok mnie dajesz mi nadzieję.
Wiem, że nie braknie mi sił jeśli w Tobie zamieszkam.
Ile życia, ile miłości, ile pokoju jestem w stanie pomieścić w swoim sercu…?
Ty nim jesteś!
Bądź uwielbiony zawsze Panie!
Bądź uwielbiony teraz Panie!
Oddaje Tobie pierwsze i najważniejsze miejsce w moim życiu.
Weź mnie Panie i rozsław się we mnie, aby cały świat poznał, że tylko Ty jesteś godzien chwały!
Uczyń mnie narzędziem swojego Królestwa!
Mój Panie, mój Mistrzu, mój Przyjacielu, mój Oblubieńcze!
Tylko Ty, w moim sercu. Tylko Ty we wszystkim…
Jezu Chryste, posłany przez Ojca bądź wywyższony!
Zaświeć dla nas, zaświeć dla mnie! I już nigdy nie zachodź! O Słońce Przedwieczne!

Jak to jest z tym uzdrawianiem i uwalnianiem? Od czasu, jak Pan przemienił moje życie dzięki ruchowi Odnowy w Duchu Świętym spotykam się przy różnych okazjach z tym tematem. Udało mi się nawet napisać i obronić pracę magisterską właśnie na temat “posługi uzdrawiania”. Powinienem zatem z założenia, jako “stary charyzmatyk” bronić sprawy, tak jak ją widzą niektórzy liderzy ruchów przebudzeniowych w Kościele. Mam jednak co do tego wiele wątpliwości, którymi chciałem się z Wami, w tym miejscu podzielić. Otóż drażni mnie strasznie, gdy słyszę, jak w konfesjonale ktoś mnie informuje, że nie bardzo może poradzić sobie z daną słabością bo oto jest zniewolony. Jest jeszcze gorzej, gdy ktoś na każdą słabość swojej woli reaguje jedyną możliwą diagnozą – zniewolenie. Co należy zrobić, gdy to zniewolenie się pojawi? Należy udać się na modlitwę wstawienniczą, albo biec do księdza znającego się na rzeczy, który uwolni. Oczywiście najpierw szukamy przyczyny owego zniewolenia. Mogą być bowiem różne: jakiś straszny grzech przodków (wtedy stosujemy uzdrawianie międzypokoleniowe), uprawianie magii, wywoływanie duchów (modlitwa o uwolnienie z demonicznych więzów), psychiczne choroby, zranienia z dzieciństwa, pornogragfia, przekleństwa itd. itd… Ja nie mam zamiaru kwestionować działania złego ducha w świecie. Czy nie jest jednak tak, że widząc wszystkie problemy w kategoriach zniewoleń popadamy w najgorsze z nich? Trzeba znać sposoby działania złego, ale on przecież jest już pokonany. Tak, czy nie? Przecież Jezus umierając za nas na krzyżu, przelewając za nas Krew i wreszcie zmartwychwstając, ostatecznie zwyciężył śmierć, zło i szatana. On jest Królem! Zły może oczywiście nas dotkliwie pokąsać, ale nie jest w stanie odłączyć nas od Boga, nie jest w stanie odebrać nam wolności, która jest darem od Boga Wszechmogącego. W każdym człowieku, nawet najbardziej grzesznym, jest dobro. Jest ono w głębi jego serca od założenia świata. Każdy z nas jest świątynią Ducha Świętego. Może być ona znieważona i zbeszczeszczona, ale to zawsze świątynia. Najwięcej wysiłku moim zdaniem powinniśmy wkładać w składanie ofiar miłych Bogu. Do tego służy świątynia. Nie jest ona po to, by w niej nieustannie sprzątać, lecz po to by czcić w niej Boga, by składać Mu ofiary. Oczywiście, należy dbać o czystość świątyni, ale to czyni się co jakiś czas (np. w sobotę, albo na wiosnę…). Wiemy bowiem, że nigdy nasze serca nie będą idealnie czyste, aby mogły bez skrupułów gościć samego Stwórcę. Trzeba zatem sprzątać, ale nade wszystko dbać o kult, o ofiary. Czym one są? To dobre uczynki ukierunkowane ku człowiekowi, w którym mieszka sam Bóg. Ofiara zakłada krew. Krew jest tu symbolem poświęcenia, symbolem życia, miłości, ale także symbolem męczeństwa. Zabijało się bydło a ołtarz skrapiało jego krwią. Trzeba czyniąc dobro, świadomie poskramiać swój egoizm, swoją pychę, zazdrość, chciwość, nieczystość. Trzeba po prostu od siebie samego wymagać. Ale nie tropienia i usuwania zła, lecz czynienia dobra. Wtedy dopiero diabeł ucieka, gdzie pieprz rośnie. Czyniąc dobro zaczynamy odkrywać, że wyzwolenie, uzdrowienie jest w nas, bo w nas przez dobro mieszka Bóg. Błogosławieni Ci, którzy to odkryli, mogą zaoszczędzić czasu i pieniędzy na ciągłe wyjazdy w miejsca, gdzie posługują uzdrowiciele. Czasem trzeba oddać się w ręce specjalistów, lecz najlepszego Specjalistę mamy tuż obok, nawet nie obok, lecz w sercu naszym – jest Nim Chrystus. Znam wielu ludzi otumanionych manią uwalniania i uzdrawiania. Cała ich duchowość do tego właśnie się sprowadza. Zamiast się zaanagażować, zamisat podjąć trud szukania Boga w dobru, oni nieustannie tropią zło. W ten sposób nigdy nie dojrzewają, bo odpowiedzialność za ich rozwój ponoszą wspólnoty, kierownicy duchowi, spowiednicy, egzorcyści i uzdrowiciele. Oni tylko bezradnie rozkładają ręcę mówiąc: cała moja nadzieja w Panu, ja nic nie mogę uczynić, jestem za słaby. O Boże, jakie to żałosne. Bóg nie stworzył życiowych niedorajd i cieniasów. Bóg dal nam wielkie dary: rozum, wolną wolę i uczucia. One mają nam pomóc. Szczególnie wolna wola. Zawsze możemy zdobyć się na dobro, chociażby najmniejsze. Kiedy zaczynamy czynić dobro wtedy odprawiamy najskuteczniejsze egzorcyzmy nad samymi sobą, nad swoim egoizmem. Chociażbyśmy nie mieli zupełnie pewności co do siebie samych, chwyćmy za miecze, krzyknijmy “huraaa” i z impetem ruszmy na przeciwnika. Mieczem, który dotkliwie rani naszego odwiecznego wroga jest dobro uczynione dla drugiego ze względu na Boga. I właśnie wtedy odzyskujemy wolność. Co Wy na to?


KU PRZESTRODZE – KU PAMIĘCI
Nigdy jakoś szczególnie nie pasjonowałem się twórczością Michaela Jacksona. Pamiętam jedynie, że jako dzieciak i tzw. dorastająca młodzież słuchałem z kolegami jego piosenek i tańczyło się niektóre na dyskotekach. Później cała ta fala oskarżeń o pedofilię skierowana przeciwko niemu i obserwowanie jak tragicznie zmieniał się jego wygląd, raczej mnie do niego zniechęciło. Teraz, od kilku dni z jakąś niewiarygodną siłą i natarczywością przychodzą mi ciągle do głowy myśli na jego temat. Zapewne ciągłe mówienie i pisanie w różnych mediach na jego temat to sprawiło. Jednak wczoraj wieczorem zacząłem się ostro modlić za niego. Jakby mnie coś (a raczej Ktoś) do tego ponaglało. Patrząc na jego życie muszę przyznać, że zniszczyło go chyba to, co grozi każdemu z nas – chęć zmieniania siebie, na własną rękę, na własny rachunek i bez niczyjej pomocy. Taki trochę zakamuflowany egoizm. Myślę, że Pan Bóg daje nam czasem takie wyraziste przykłady, aby nas ostrzec. Przecież facet był utalentowany, przystojny, inteligentny itd. Ale koniecznie chciał coś w sobie zmieniać. Ogólnie to dobry kierunek. Tylko zaczął zmieniać nie to, co trzeba. Przy okazji wszystkie pokusy świata: sex, władza i pieniądze… Mieszanka wybuchowa. Straszne, co się z nim stało. Niech jego życie będzie dla nas przestrogą i módlmy się za niego.