
uzdrowienie i uwolnienie
28 lipiec 2009
Jak to jest z tym uzdrawianiem i uwalnianiem? Od czasu, jak Pan przemienił moje życie dzięki ruchowi Odnowy w Duchu Świętym spotykam się przy różnych okazjach z tym tematem. Udało mi się nawet napisać i obronić pracę magisterską właśnie na temat “posługi uzdrawiania”. Powinienem zatem z założenia, jako “stary charyzmatyk” bronić sprawy, tak jak ją widzą niektórzy liderzy ruchów przebudzeniowych w Kościele. Mam jednak co do tego wiele wątpliwości, którymi chciałem się z Wami, w tym miejscu podzielić. Otóż drażni mnie strasznie, gdy słyszę, jak w konfesjonale ktoś mnie informuje, że nie bardzo może poradzić sobie z daną słabością bo oto jest zniewolony. Jest jeszcze gorzej, gdy ktoś na każdą słabość swojej woli reaguje jedyną możliwą diagnozą – zniewolenie. Co należy zrobić, gdy to zniewolenie się pojawi? Należy udać się na modlitwę wstawienniczą, albo biec do księdza znającego się na rzeczy, który uwolni. Oczywiście najpierw szukamy przyczyny owego zniewolenia. Mogą być bowiem różne: jakiś straszny grzech przodków (wtedy stosujemy uzdrawianie międzypokoleniowe), uprawianie magii, wywoływanie duchów (modlitwa o uwolnienie z demonicznych więzów), psychiczne choroby, zranienia z dzieciństwa, pornogragfia, przekleństwa itd. itd… Ja nie mam zamiaru kwestionować działania złego ducha w świecie. Czy nie jest jednak tak, że widząc wszystkie problemy w kategoriach zniewoleń popadamy w najgorsze z nich? Trzeba znać sposoby działania złego, ale on przecież jest już pokonany. Tak, czy nie? Przecież Jezus umierając za nas na krzyżu, przelewając za nas Krew i wreszcie zmartwychwstając, ostatecznie zwyciężył śmierć, zło i szatana. On jest Królem! Zły może oczywiście nas dotkliwie pokąsać, ale nie jest w stanie odłączyć nas od Boga, nie jest w stanie odebrać nam wolności, która jest darem od Boga Wszechmogącego. W każdym człowieku, nawet najbardziej grzesznym, jest dobro. Jest ono w głębi jego serca od założenia świata. Każdy z nas jest świątynią Ducha Świętego. Może być ona znieważona i zbeszczeszczona, ale to zawsze świątynia. Najwięcej wysiłku moim zdaniem powinniśmy wkładać w składanie ofiar miłych Bogu. Do tego służy świątynia. Nie jest ona po to, by w niej nieustannie sprzątać, lecz po to by czcić w niej Boga, by składać Mu ofiary. Oczywiście, należy dbać o czystość świątyni, ale to czyni się co jakiś czas (np. w sobotę, albo na wiosnę…). Wiemy bowiem, że nigdy nasze serca nie będą idealnie czyste, aby mogły bez skrupułów gościć samego Stwórcę. Trzeba zatem sprzątać, ale nade wszystko dbać o kult, o ofiary. Czym one są? To dobre uczynki ukierunkowane ku człowiekowi, w którym mieszka sam Bóg. Ofiara zakłada krew. Krew jest tu symbolem poświęcenia, symbolem życia, miłości, ale także symbolem męczeństwa. Zabijało się bydło a ołtarz skrapiało jego krwią. Trzeba czyniąc dobro, świadomie poskramiać swój egoizm, swoją pychę, zazdrość, chciwość, nieczystość. Trzeba po prostu od siebie samego wymagać. Ale nie tropienia i usuwania zła, lecz czynienia dobra. Wtedy dopiero diabeł ucieka, gdzie pieprz rośnie. Czyniąc dobro zaczynamy odkrywać, że wyzwolenie, uzdrowienie jest w nas, bo w nas przez dobro mieszka Bóg. Błogosławieni Ci, którzy to odkryli, mogą zaoszczędzić czasu i pieniędzy na ciągłe wyjazdy w miejsca, gdzie posługują uzdrowiciele. Czasem trzeba oddać się w ręce specjalistów, lecz najlepszego Specjalistę mamy tuż obok, nawet nie obok, lecz w sercu naszym – jest Nim Chrystus. Znam wielu ludzi otumanionych manią uwalniania i uzdrawiania. Cała ich duchowość do tego właśnie się sprowadza. Zamiast się zaanagażować, zamisat podjąć trud szukania Boga w dobru, oni nieustannie tropią zło. W ten sposób nigdy nie dojrzewają, bo odpowiedzialność za ich rozwój ponoszą wspólnoty, kierownicy duchowi, spowiednicy, egzorcyści i uzdrowiciele. Oni tylko bezradnie rozkładają ręcę mówiąc: cała moja nadzieja w Panu, ja nic nie mogę uczynić, jestem za słaby. O Boże, jakie to żałosne. Bóg nie stworzył życiowych niedorajd i cieniasów. Bóg dal nam wielkie dary: rozum, wolną wolę i uczucia. One mają nam pomóc. Szczególnie wolna wola. Zawsze możemy zdobyć się na dobro, chociażby najmniejsze. Kiedy zaczynamy czynić dobro wtedy odprawiamy najskuteczniejsze egzorcyzmy nad samymi sobą, nad swoim egoizmem. Chociażbyśmy nie mieli zupełnie pewności co do siebie samych, chwyćmy za miecze, krzyknijmy “huraaa” i z impetem ruszmy na przeciwnika. Mieczem, który dotkliwie rani naszego odwiecznego wroga jest dobro uczynione dla drugiego ze względu na Boga. I właśnie wtedy odzyskujemy wolność. Co Wy na to?
Boga należy odkrywać we WSZYSTKIM. Kto stara się zbliżyć do Boga w jeden określony sposób, “zyskuje znajomość sposobu, ale traci z oczu Boga” (Mistrz Eckhart). Myślę że modlitwa o uzdrowienie i uwolnienie jest jedną z tych dróg i niektórzy ( posługujący modlitwą i proszący o nią) stają się specjalistami w znajomości tej drogi. Spotkałam się niedawno z opinią pewnej osoby, która często jeździ na spotkania z charyzmatykami na modlitwę o uzdrowienie, że szkoda że tak mało ludzi wie o ludziach obdarzonych charyzmatem uzdrawiania czy modlitwy wstawienniczej i nie jeździ na takie nabożeństwa , bo było by mniej chorych i cierpiących…
Jedną z przyczyn że tak chętnie zwracamy się o modlitwę wstawienniczą jest potrzeba w nas, abyśmy CZULI się nowi w relacji z Bogiem, nie czuli niepokojów i czuli komfort duchowy. Wtedy nam jest dobrze… i niektórzy sądzą,że najłatwiej (trudność wyjazdu na spotkanie z uzdrowicielem) zdobyć ten spokój w taki sposób. Nie możemy się pogodzić z niepokojem, z bezradnością wobec swojej słabości, grzechu…więc pragnienie żeby jak najłatwiej i najszybciej się go pozbyć.
Sama korzystałam z modlitwy o uzdrowienie i myślę, że na pewnym etapie rozwoju duchowego wielu osobom jest to potrzebne i pomocne, ale przywiązywanie się do metody jest jakimś zniewoleniem ( i znów koło się zamyka…)
Skoro mamy odkrywać Boga we wszystkim to i w naszych niepokojach i słabościach szukajmy spotkania z Nim. “odnaleźli Go na przeciwległym brzegu” (J.6,25) Bóg pozwala się odnaleźć i pragnie abyśmy Go tam szukali – nie w tym, co uznajemy za stosowne, ale na przeciwległym brzegu, tam gdzie nie chcemy Go szukać, w tym co odrzucamy, czego chcemy się pozbyć.
“Trzeba czyniąc dobro, świadomie ” – a to wymaga trudu… więc może poproszę o modlitwę o uwolnienie od ducha lenistwa…?
Dzięki Ojcze za ten tekst…