
Spowiedź
1 listopad 2009
Już jakiś czas temu chciałem poruszyć ten temat, ale ostatecznie sprowokowała mnie do tego informacja, którą znalazłem na jednym z portali internetowych. Była to wiadomość o ekskomunikowaniu ex księdza, który jako dziennikarz gazety „Fakty i mity” nagrał swoją „udawaną” spowiedź, w której wyznał molestowanie nieletniej. Chciał ponoć udowodnić tzw. solidarność zawodową wśród księży. Gdyż ponoć powszechnym procederem jest bagatelizowanie tego problemu, gdy ksiądz spowiada się u innego księdza. Ów prowokator dostał jako pokutę odmówienie jakiegoś psalmu i prawie żadnej nauki w tym temacie. Wielka szkoda, że nie mogłem nigdzie znaleźć tekstu źródłowego ani owego nagrania. W tym miejscu, jeśli ktoś wie, jak do niego dotrzeć, proszę podać namiary. W internecie podano informację, że ksiądz-dziennikarz został ukarany ekskomuniką za czyn nagrania spowiedzi. Najpierw może wytłumaczenie owej ekskomuniki, która kojarzy nam się z jakimś średniowiecznym zwyczajem Kościoła absolutnie nie przystającym do realiów XXI. wieku. Otóż ekskomunika za taki czyn, jak ujawnienie tajemnicy spowiedzi bądź profanację sakramentu spada na każdego automatycznie, przez sam fakt popełnienia czynu. Profanacja jest w Kościele nie tylko grzechem, ale także przestępstwem. Nie każdy grzech jest przestępstwem, ale każde przestępstwo jest grzechem. Nikt nie musi publicznie ogłaszać takiej ekskomuniki. Jakie są jej skutki? Otóż chrześcijanin obłożony ekskomuniką nie może w godny sposób sprawować bądź uczestniczyć w sakramentalnym życiu Kościoła dopóki nie zostanie, nie tylko rozgrzeszony, ale uwolniony od ekskomuniki przez stosowną władzę. Ale jeśli to kogoś interesuje to więcej na ten temat napiszę w innym poście.
Teraz chcę się skupić na samym sednie sprawy, która mnie interesuje. Ksiądz spowiednik bowiem nie udzielił odpowiedniej kary penitentowi zdaniem autora artykułu. Pytam więc siebie i Was, jaki jest cel sakramentu spowiedzi? Oczywiście, że spowiedź jest pewnego rodzaju sądem, ale przede wszystkim ma być miejscem miłości, miłosierdzia i pojednania. To nie od surowości kary, nałożonej w pokucie należy odpuszczenie grzechów. Jeśli przychodzi do mnie ktoś, jako do spowiednika i wyznaje mi swoje grzechy i mówi, że chce się poprawić to ja nie mam prawa powątpiewać w jego dobrą wolę i pragnienie nawrócenia. Jasne, że muszę zbadać okoliczności, aby stwierdzić czy gość nie ściemnia. Ale moim zadaniem jest go rozgrzeszyć. Ja nie jestem właścicielem sakramentów, które sprawuję. Jest nim tylko Bóg. Ja natomiast pośredniczę. Mogę podpowiedzieć np. zgłoszenie procederu na policję bądź biskupowi, jeśli ranga przestępstwa jest znacząca, ale nie mogę penitenta do tego zobowiązać, albo uzależnić od tego rozgrzeszenia. Pokuta zatem powinna być nie tylko karą, ale mieć też charakter wychowawczy. Może odmówienie psalmu miało służyć głębszemu przemyśleniu sprawy. Ja nie chcę żadną miarą usprawiedliwiać tutaj kogokolwiek. Chcę tylko wskazać na problem, jaki pojawia się w całej tej sprawie. Nie jest zadaniem spowiednika odgrywać rolę karzącej ręki Sprawiedliwości Bożej. Sprawiedliwość bowiem sama się objawi. Ja powinienem zbliżyć grzesznika do Boga, który jest pełen miłosierdzia. Tak staram się czynić. Nie wiem, jak to robią inni. Czekam na Wasze głosy w tej sprawie.
Wszystko fajnie tylko niestety nie wszyscy spowiednicy tak myślą. Ja wiem, znam przypadki kiedy ksiądz za seks przedmałżeński, stosowanie antykoncepcji czy mieszkanie z chłopakiem przed ślubem mówił, że nie ma mowy o jakimkolwiek rozgrzeszeniu, a tutaj? Molestowanie nieletniej… nie dość, że dziecko będzie miało traumę do końca życia, to jeszcze pedofile często powracają do swoich praktyk, rzadko kiedy da się ich z tego ‘wyleczyć’. Chodzi mi o to, że media zbulwersował głównie fakt, że spowiedź księdza u księdza była taką jakby czystą formalnością, bez jakiegokolwiek zastanowienia, przemyślenia – dostał pokutę i pewnie gdyby to nie była prowokacja tylko prawdziwy sakrament to odwróciłby się na pięcie, nie myślał jakoś głębiej na temat swojego grzechu i za trochę zrobił to samo… Ja nie wiem w sumie się nie znam na takich tematach za dobrze, ale napisałam Ci co myślę, zaznaczając przy tym, że świetnie rozumiem o co Tobie w tym poście chodzi… i myślę również, że w zasadzie nie można porównywać grzechów… ale czasem to się zwyczajnie samo nasuwa na myśl. Na szczęście na końcu… będzie sądził Ktoś Inny…
Pozdrawiam Norbercie;)
Spowiedź to sakrament, więc jest tam spotkanie dwóch ludzi, ale jest działanie Boga. Więc czy możemy przyjąć w tym konkretnym przypadku zdecydowanego Bożego działania? – Nie popełnił tego grzechu, nie przyszedł żeby go wyznać, niby przystąpił do spowiedzi,ale by uzyskać potwierdzenie swojej tezy, więc nie uzyskał nauki, o co oskarża spowiednika, “ponieważ Duch Święty zabronił im głosić słowo…” (Dz.16.6)
Oczekiwanie aby usłyszeć dobrą, właściwą naukę od spowiednika w czasie spowiedzi, jest chyba duże w każdym z nas, spowiadających się. Słyszałam czasem od znajomych stwierdzenia, pełne rozczarowania – “nic mi nie powiedział, no chociaż w jednym zdaniu mógł coś rzec, a tak czuję tę spowiedź jak niedokończoną”. Mnie ostatnio też to spotkało, ale na zadane sobie pytanie – “dlaczego?” natychmiast pojawiła się odpowiedź – a może za bardzo chciałaś?
Przecież w konfesjonale nie działa tylko człowiek.
Może tak! Porozmawiałam o tym z Bogiem na modlitwie i rozjaśniło mi się.
Zdaję sobie sprawę że nie działa to w każdym przypadku. Zapominamy bardzo często prosić Ducha Świętego aby udzielił nam nauki przez osobę spowiednika.
Miałam nadzieję, że więcej osób napisze coś w tym temacie….Wydaje mi się z własnego doświadczenia, że spowiedź jest częścią naszego życia duchowego, wzrastania w wierze, która ciągle jest dynamiczna, zmienna, nie można nauczyć się jej jak wykonywania jakiejś czynności. Nie mogę powiedzieć, że umiem to tak jak wykonanie morfologii w laboratorium. Owszem ogólne zasady, takie o jakich poucza nas katechizm, różne poradniki o spowiedzi należy znać. Ale za każdym razem jest inaczej! Pokuta, którą się otrzymuje do wypełnienia może pomagać w nawracaniu, w zmianie relacji z innymi. Czy jednak przykładamy się do wypełnienia “zadośćuczynienia bliźniemu”, bo Panu Bogu łatwiej… Nikt nie ma z tym problemu? Bo ja mam ciągle! Może podzielcie się doświadczeniami, szczególnie tymi dobrymi, z których mogą skorzystać inni (myślę o sobie
) Bardzo proszę! Pozdrawiam gorąco.
Na razie cisza… a ja się uparłam … Albo wszystko jasne dla każdego, albo działa TAJEMNICA SPOWIEDZI, albo ja wiem nie tak, jak wiedzieć należy.
Norbercie, proszę o dokładne wyjaśnienie co to jest “tajemnica spowiedzi”, kogo i czego dotyczy.
Już dziękuję i pozdrawiam
Napewno termin “tajemnica” nie oznacza, że nie należy o niej mówić
Na tym blogu tak to naraznie wygląda, jakbyśmy w ten sposób słowo rozumieli. Tajemnice się zgłębia i czasem bywa, że im więcej o niej wiemy tym mniej ją rozumiemy… Czyż nie tak? Kiedyś mieszkałem przez rok w klasztorze gdańskim. W Wielki Czwartek wyszedł na ambonę przeor i powiedział: “im dłużej jestem księdzem i odprawiam Mszę Świętą tym większą staje się ona dla mnie tajemnicą. W związku z tym coraz mniej potrafię o niej mówić. Jak z tego wybrnąć…? No, kazanie powie dzisiaj najmłodszy z nas”. I chyba podobnie jest ze spowiedzią. Mam zawsze przed nią wielkie opory, ale kiedy już “zaprę się samego siebie” wtedy lepiej rozumię po co to wszystko było. Nie zmienia to faktu, że każda kolejna spowiedź wywołuje we mnie taki sam stres. I jak to zrozumieć…?