W ostatnią sobotę (7 XI) ojciec przeor wyznaczył mi Eucharystię dla Korporacji Akademickiej “Arkonia”. Zapewne zapytacie cóż to takiego? Proponuję odwiedziny strony www.arkonia.pl
Muszę przyznać, że jak zwykle zostałem przez Pana Boga zaskoczony. Na początku bowiem nie wiedziałem wogóle co to ma być za Msza. Później okazało się, że godzina o której miała rozpocząć się Msza, a o której poinformował mnie przeor nie zgadza się z realną. Dwie godziny wcześniej wyrwano mnie z celi bo ludzie już czekają w kościele. Musiałem iść bez przygotowanego kazania. Już idąc mówiłem sobie w sercu: “tylko spokojnie przecież sprzyja Ci Duch Święty…” Nie do końca sam temu dowierzałem. Ale poszedłem. Później okazało się na dodatek, że nie ma organisty. Okazało się jednak, że wszystko się udało. Ba, nawet niektórzy spośród zgromadzonych twierdzili, że kazanie idealnie pasowało do tego, o czym niektórzy spośród nich wcześniej dyskutowali. No to w sumie – Pan działa. Zaproszono mnie później do “Enoteki” na ul. Długiej, na spotkanie przy winie. Poznałem tam ciekawych i wartościowych ludzi. Może coś z tego wyniknie ciekawego. I w ten oto sposób Pan Bóg po raz kolejny w moim życiu pokazał mi, że warto wyjść w nieznane




nad Krakowem bledną, gdy wejdę na Księży Młynie w rzędy robotniczych kamienic, wybudowanych z czerwonej (obecnie brudnej) cegły. Nawet straszne wieczorem Bałuty są olśniewające dla mnie. Nie zrażają mnie blokowiska, śmietniska, zabudowania a la PRL, czy widzewska “wielka płyta”. Tu jest coś… Nie zatrzymujcie się tylko na dworcu Łódź Fabryczna bo rzeczywiście idzie się załamać. Przyjedźcie na dłużej i powędrujcie. Ja mogę Was oprowadzić 
To za przyczyną Armi Oporu Pana (Lord’s Resistance Army) w Sudanie są prześladowani chrześcijanie. Warto dowiedzieć się czegoś o tej “organizacji”. Całą historię LRA znajdziecie na stronie:
Wybaczcie, ale cały czas myślę o całej tej sytuacji związanej z Sudanem. Jeszcze przez jakiś czas będziecie musieli znosić moje przemyślenia w tej sprawie. Wczoraj na spotkaniu księdza biskupa Eduardo ze wspólnotą charyzmatyczną wypowiedział kilka myśli, które zapadły mi nie tylko w głowie, ale też w sercu. Dzisiaj na Mszy Świętej, którą odprawiałem o 12:00 kazanie do Ewangelii z dnia zbudowałem właśnie na podstawie spostrzeżeń biskupa Eduardo. Ksiądz Biskup kilka dni przed przyjazdem do Polski był w Brukseli, gdzie spotkał się z przedstawicielami różnych organizacji europejskich i charytatywnych, pozarządowych. Kiedy przedstawił im problem Sudanu, oni lekko traktując sprawę odpowiedzieli: „tak, wiemy co się tam dzieje. Porozmawiamy na ten temat i jakoś pomożemy. Najwcześniej za pół roku.” I na tym koniec. Podczas tego wspomnianego wyżej spotkania ktoś mi powiedział, żebym obejrzał sobie panoramę bo tam będzie krótki materiał o Sudanie i wizycie Księdza Biskupa w Polsce. Nadmienię tylko, że na spotkaniu z Biskupem w episkopacie Polski było około trzydziestu dziennikarzy z różnych stacji radiowych i telewizyjnych. Okazało się, że ani w panoramie, ani w jakimś innym programie informacyjnym nie było nawet wzmianki na ten temat. O co chodzi? Milczenie. Dlaczego? I dzisiejsza Ewangelia w zestawieniu z tym faktem „wysławiam Cię Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed
mądrymi i roztropnymi a objawiłeś je prostaczkom (…) gdyż takie było Twoje upodobanie.” Jak to rozumieć? Czy nie obrośliśmy w wiedzę, w nasze przekonania na temat natury świata i człowieka tak bardzo, że nie zauważamy już rzeczy najważniejszych? Czy nasza „mądrość” nie zaczyna zabijać człowieczeństwa? Czym dla nas jest miłość, życzliwość, troska…? Sprowadzamy wszystko do biologii, do chemii, do technik… Zapominamy o tym, że miłość to relacja. Odkrywamy naturę wszechświata (zdaniem naukowców), wiemy gdzie zaczęło się życie, z czego pochodzi człowiek itd. Wiemy tak wiele… lecz nie wiemy tego co najważniejsze. Ludzie umierają obok nas a my ślepi, głusi… Dlaczego tak musi być? Czy chrześcijanie też pożarci już przez ten świat. Sudan mówi do mnie: „Obudź się! Otwórz oczy! Nie śpij!” A do Was? Co do Was mówi Sudan? 

W czwartek wieczorem zaproszony zostałem na kolację z biskupem Sudanu Księdzem Eduardo Kussala. Spotkaliśmy się w jednej z warszawskich restauracji. Ksiądz Biskup kilka tygodni temu zwrócił się z apelem do różnych instytucji międzynarodowych z prośbą o pomoc. W jego kraju trwają krwawe prześladowania chrześcijan. Jak do tego doszło? Sytuacja jest złożona. Po pierwsze trzeba wiedzieć, że ponad dwadzieścia lat temu wybuchła krwawa wojna w Ugandzie. Wywołała ją armia dowodzona przez kobietę, szamankę i najprawdopodobniej satanistkę (wskazują na to rytualne mordy jakich dokonywali „żołnierze” na jej polecenie). Wojna miała za cel obalenie legalnego rządu i zaprowadzenie rządów ducha (pytanie tylko jakiego ducha…). Na szczęście udało się wyprzeć rebeliantów z kraju i zabić ową czarownicę. Niestety jej brat kontynuuje dzieło dowodząc resztkami bojowników, którzy kryją się na granicy ugandyjsko-sudańskiej. Sudan zaś podzielony jest na dwie części – północną, zdominowaną przez muzułmanów oraz południową, zamieszkaną w większości przez chrześcijan. Na granicy, pomiędzy północą a południem znajdują się wielkie złoża ropy naftowej, porównywalne ze złożami w Arabii Saudyjskiej. Niestety są one całkowicie we władaniu muzułmanów, którzy pieniądze uzyskane z jej sprzedaży przeznaczają w większości na szkolenie terrorystów z al-kaidy. Chrześcijanie są jawnie dyskryminowani we wszystkich dziedzinach życia. Jeśli chcesz np. studiować na uniwersytecie musisz najpierw przejść na islam i zmienić imię na bardziej muzułmańskie. Ponieważ chrześcijanie nie dawali się do tej pory tak łatwo islamizować władze w północnym Sudanie postanowiły zawrzeć tajną umowę z koczującymi na granicy bojówkami owej armii, która przegrała w Ugandzie. Napadają więc na kościoły, profanują Najświętszy Sakrament, porywają i w okrutny sposób zabijają chrześcijan (np. nabijając ich na pal albo krzyżując). Wielu
księży afrykańskich uciekło ze swoich kościołów a niektórzy nawet przeszli na islam. Podobnie jest z wieloma świeckimi. Katecheza prawie nie istnieje. Największym problemem jest obecnie głód, który zapanował w wyniku suszy. W otoczeniu siedziby biskupa Kussali koczuje kilkuset uchodźców, którzy nie mają co jeść. Biskup przyjechał do Polski prosić o jakąkolwiek pomoc. Przede wszystkim oczywiście modlitwę, ale także środki materialne na doraźną pomoc tym ludziom oraz wysyłanie misjonarzy.
Powiem szczerze – gubię się coraz bardziej patrząc na to, co dzieje się wokół mnie… Ostatnio rozpętano krucjatę w obronie pana Polańskiego. A ja się pytam z jakiej racji…? Dlaczego pan Polański (swoją drogą świetny reżyser) ma uniknąć kary za czyn, który popełnił, coprawda dawno temu, ale jednak. Jeśli jest niewinny, jak twierdzi on sam i inni to przecież powinien to udowodnić przed sądem. W czym pan Polański jest lepszy niż inni ludzie? Czy to, że jest “gwiazdą” zwalnia go z odpowiedzialności za swoje czyny? Wmawia nam się w środkach masowego przekazu coraz to lepsze kity a my to łykamy, jak jakiś obłąkany karp. Nie mogę zdzierżyć tej obłudy i liberalizmu. Oskarża się pedofili i chce się ich kastrować a pan Polański? Ktoś może mi powie, że brakuje mi współczucia i chrześcijańskiego miłosierdzia. Nie ma miłosierdzia bez sprawiedliwości. Tworzymy świat, który nie ma szansy przetrwać. Tylko patrzeć, jak to wszystko runie na nasze głowy. Poodwracaliśmy wszystkie normy do góry nogami. Miłością i miłosierdziem nazywamy to, co jest naprawdę naiwnością i pobłażliwością. Łamiemy wszelkie tabu bo uważamy, że już wiemy o świecie “prawie” wszystko… To złudzenie nas zniszczy.
Tekst zaczerpnięty z portalu www.onet.pl
Dzisiaj wchodząc na portal youtube.com znalazłem filmik, który mnie wkurzył, ale jednocześnie zmusił do refleksji. Nie będę reklamował patologii (tak oceniam to, co zobaczyłem) więc nie umieszczę go na swoim blogu. Jest to monolog niejakiej/niejakiego Białej damy. Ta osoba wygląda jak kobieta (ubrana w damskie ciuchy, ma zrobiony makijaż) a twierdzi, że jest mężczyzną. Oburza się, kiedy inni biorą ją/jego za kobietę. Trochę to pokręcone – wiem. Niestety dokładnie tak kreuje się ów byt ludzki. Moje pytanie brzmi: jakie są granice „bycia sobą”. Czy takie usprawiedliwienie rzeczywiście wystarcza żeby ocenić – to jest normalne. Każdy może być, jaki chce? Nie obowiązują nas żadne zasady, żadne normy, kanony itd…? Każdy może robić co chce? Sam reguluje sobie, jakim normom podlega a jakim nie? Na jedne się zgadza a inne odrzuca. Z jednej strony twierdzi, że każdy ma prawo myśleć i żyć jak mu się podoba a z drugiej strony obrzuca błotem tych, którzy źle o nim mówią. Przecież wg tej samej liberalnej filozofii życia ja mam prawo negatywnie oceniać innych. Tak, czy nie? Ja rozumiem, że na świecie żyją ludzie chorzy psychicznie i niezrównoważeni i toleruję ich. Nie mam zamiaru zamykać ich w obozach, wysyłać na Madagaskar czy w jakikolwiek sposób eliminować z życia społecznego. No chyba, że zagrażają sobie bądź innym… Wtedy trzeba ich wyizolować. Jednak dlaczego ktoś mi zaczyna wciskać, że jakiś „stwór kobieto podobny” jest normalny i ja mam traktować go na równi z innymi, normalnymi uczestnikami życia społecznego? Uważam, że jest to jakaś fundamentalna niedojrzałość. Niech sobie żyje w ten sposób jeśli chce, ale niech nie wciska kitu mnie i innym, że jest normalny i jeszcze domaga się jakiś wyjątkowych praw. Co z moimi prawami w takim przypadku…?